niedziela, 6 października 2013

Kolaboranci żydowscy w czasie II wojny światowej (cz.4)



O kolaboracji Judenratów i Judischer Ordnugsdienst pisałem w poprzednich częściach. Dziś chciałbym przybliżyć nieco sprawy związane z prowokacyjnymi działaniami  wielu Żydów wobec swoich pobratymców i wobec ludzi, którzy Żydom nieśli pomoc. Powoli na światło dzienne wychodzą sprawy osławionej „13” czy organizacji „Żagiew”.
Jak twierdzi spore grono historyków, piszących na podstawie materiałów zgromadzonych w Żydowskim Instytucie Historycznym, nie ma ze strony zatrudnionych tam historyków woli opisania roli, jaką w czasie okupacji spełniali tacy ludzie jak Abraham Gancwajch, kpt. Dawid Sternfeld i wielu innych. Za to tacy historycy, jak dr Alina Cała z ŻIH z pasją piszą o szmalcownikach narodowości polskiej, ale ani jednym słowem nie wspomną o szmalcownikach żydowskich w gettach, choćby na przykładzie getta warszawskiego. Żydowscy szmalcownicy dość szybko zorientowali się w jaki sposób dostarczana jest pomoc dla getta, m.in. żywność i lekarstwa i… czekali na Polaków dostarczających te artykuły do getta tylko po to, aby wymusić okup.
Działali w porozumieniu z Judischer Ordnugsdienst z którymi obstawiali tunele (wybudowane przez ŻZW i ŻOB), przejścia piwniczne i bardzo często schwytanych Polaków, najczęściej członków AK wydawali Niemcom. „W samym getcie warszawskim aż kilka tysięcy Żydów kolaborowało z Niemcami: Judenrat, żydowska policja w getcie, żydowskie gestapo — tzw. „13″, organizacja „Żagiew” itd. Ich praca uderzała często w środowiska polskie czy pojedynczych Polaków niosących pomoc Żydom. „Kolaboracja i zdrada wśród Żydów osiągnęła w getcie warszawskim duże rozmiary. Były one procentowo znacznie wyższe niż ilość kolaborantów i zdrajców w narodzie polskim…” pisze Tadeusz Bednarczyk (Życie codzienne warszawskiego getta, Warszawa 1995).


Z chwilą zamknięcia getta warszawskiego i powołaniu do życia Żydowskiej Policji Pomocniczej (Judischer Ordnugsdienst) okazało się, że wyżej w hierarchii żydowskich kolaborantów stali żydowscy agenci gestapo, którzy mieli swoje siedziby przy ulicy Leszno 14 (szefami tej grupy byli Kahn i Heller, blisko związani z gestapowcem Karlem Brandtem),a druga przy ul.Leszno 13, (tą placówką dowodził Gancweich i kpt. Dawid Sternfeld). Leszno 14 zakamuflowane było jako przedsiębiorstwo przemysłowe m.in. ich były tramwaje konne zwane konhellerkami, zaś Leszno 13 jako placówka policji przemysłowej, występującej pod różnymi nazwami jako „przykrywką” np. Urząd do Walki z Lichwą i Spekulacją, albo Urząd Kontroli Miar i Wag, Oddział Rzemiosła i Handlu, Biuro Kontroli Plakatów, Oddział Pracy Przymusowej a nawet Pogotowie Ratunkowe i inne. Według dostępnych dziś wspomnień specjalnie ożywioną, szeroką i szkodliwa działalność prowadziła ta ostatnia, zwana popularnie „trzynastką”.
Spośród specjalnie dobranego elementu z „trzynastki”, i osobistych agentów Brandta, powstała w końcu 1940 roku organizacja „Żagiew”. Dowódcami „Żagwi” w różnych jej okresach byli: Leon Skosowski –„Lonek”, Abraham Gancwajch, Sternfeld, Koenigl i „kapitan” Lontski. Ionas Turkov w swoich wspomnieniach pisze, że Leon Skosowski i Koenigl służyli jako agenci SD i „operowali” po aryjskiej stronie z zadaniem rozpracowania polskiej konspiracji wspomagającej Żydów, w szczególności „Żegoty”. Celem organizacji „Żagiew” było penetrowanie wszystkich przejawów życia w getcie, z agendami gminy włącznie (Judenraty, Policja Żydowska, zakłady wytwórcze tzw. Szopy).  Do tego dochodziło zadanie główne, którym było rozpoznanie akcji zorganizowanej pomocy dla getta (szmuglu), by w ten sposób rozpoznać źródła polskiej pomocy i tą drogą dojść do organizacji konspiracyjnych, wspierających getto.  Agenci „Żagwi” posiadali specjalne przepustki umożliwiające im poruszanie się po stronie aryjskiej, a niektórzy mogli poruszać się  po całej Generalnej Guberni. Agenci „Żagwi”  jako „fachowcy od prowokacji” byli używani przez Niemców także w innych miastach, np. niejaki Meryn z Sosnowca czy Grajer, były fryzjer i restaurator z Lublina, znany zausznik Hoeflego, ściągnięty przez niego do Warszawy w lipcu 1942 roku. Jeśli dodamy do tego, że wielu z nich miało oficjalnie wydane przez Gestapo pozwolenie na broń, w okładkach koloru pąsowego oraz pistolety służbowe, co zostało stwierdzone już w końcu 1940 roku, przy likwidacji pierwszego rzutu „Żagwi”, to wyłania się obraz zagrożenia jakie ci agenci żydowscy stanowili nie tylko dla Żydów, ale dla całej konspiracji antyniemieckiej i jak bardzo byli doceniani przez Niemców.
Dla zakonspirowania przed gettem kontaktów „Żagwi” z gestapo, agenci „Żagwi” przekazywali meldunki i donosy nie w getcie, ale w kilku punktach w Warszawie m. in. na Poczcie Głównej, w kawiarni Rival (Plac na Rozdrożu, w pobliżu Al. Szucha), oraz w sklepie z tekstyliami, mieszczącym się przy ul. Mazowieckiej 7, na I piętrze od frontu. Żydowscy agenci gestapo chodzili do pracy na tzw. placówki i w drodze powrotnej do getta składali tam swoje meldunki. „Żagiew” została wywiadowczo rozpracowana przez Żydowski Związek Wojskowy i w końcu 1940 roku nastąpiła „likwidacja pierwszego rzutu „Żagwi”. Wyroki na agentach żydowskich wykonywali bojowcy ŻZW, ŻOB i AK.
Dla Niemców agencyjna praca „Żagwi” była bardzo użyteczna, dlatego dość szybko zorganizowano tzw. „drugi rzut”, którego likwidacja przez żydowską i polską konspirację trwała prawie rok, ale nie zakończyła się pełnym sukcesem. Likwidację kolejnych tzw. rzutów „Żagwi” przerwała akcja Hoeflego (22.07-13.09.1942). Od września 1942 roku do kwietnia 1943 roku konsekwentnie likwidowano ostatni rzut „Żagwi”. Rozproszone niedobitki „Żagwi”, które trudniły się szmalcownictwem były likwidowane nawet w trakcie Powstania Warszawskiego, jak np. Bursztyn-Wiśniewski, dyrektor szopu Hoffmana.
Po upadku Powstania w Getcie ok.300 „żagwistów” zostało skoszarowanych w budynkach gestapo przy al. Szucha, z żołdem podoficerskim przysługującym gestapowcom, skąd wychodzili „do pracy” na terenie Warszawy w charakterze tzw. „łapaczy”. O „łapaczach” szerzej napiszę w następnym odcinku, bowiem problem ten był powszechny i dotyczył całej niemal Europy. Ponadto, „żagwiści” często działali poza Warszawą, gdzie na prowincji pod szyldem „prześladowanych i uciekających przed Niemcami Żydów” ,wślizgiwali” się do oddziałów partyzanckich w celu ich rozpracowani i zadenuncjowania. Obrońcy tej grupy Żydów twierdzą, że nie mieli oni możliwości ucieczki, co jest naciąganym argumentem. „Żagwiści” i inni żydowscy agenci niemieccy mając możliwość nieskrępowanego poruszania się poza gettem, mając do tego specjalne przepustki mogli w każdej chwili „urwać się” gestapo ze smyczy. W dostępnych dziś dokumentach niemieckich nie ma żadnej wzmianki nawet o próbie „urwania się”. Dlaczego?
W Krakowie działała 30-osobowa grupa, którą kierował Maurycy Diamant i Julian Appel. Ponadto funkcjonowała w Krakowie odrębna 6-osobowa grupa pod dowództwem Aleksandra Foerstera. W getcie białostockim podobnym zespołem kierował Grysza Zetkowicz a w lubelskim Szamaj Grajer. O skuteczności działania tych grup możemy dowiedzieć się z meldunków organizacji konspiracyjnych. Dużo wsyp dotyczyło lewicowej konspiracji, ale co zrozumiałe, bowiem kolaboranci żydowscy łatwiej do nich przenikali. Nawet prof. Śpiewak w swojej książce „Żydokomuna” pisze o „szczególnej wrażliwości Żydów na nierówności społeczne”. Z takim nastawieniem zarówno konspiracji lewicowej jak i samych Żydów lewicowe organizacje były łatwiejszym celem i kolaboranci żydowscy z premedytacją to wykorzystywali. W niepodległościowym meldunku czytamy:
„Okazało się, że główny żydowski agent gestapo Diamant, któremu podlegało około 60-ciu konfidentów, współpracował z PPR, dostarczając jej broń. Poza tym stwierdzono, że miał on kontakty z komunistami ukraińskimi, m.in. gestapo przeprowadziło rewizję w jednej z urzędowych instytucji ukraińskich na ulicy Zielonej [w Krakowie], gdzie trafiło na kompromitujący materiał. Diamant zbiegł do Warszawy. Kripo otrzymała od gestapo rozkaz zastrzelenia go, jako żyda [sic]”. (Zob.: AAN, Antyk, 228/17-6, k. 67. W 1944 listem gończym poszukiwano e.g. Leona Gancwajcha i Dawida Sternfelda. Zob. Kazimierz Kowalewski, „Dziennik Inwigilacyjny Dowództwa Policji Bezpieczeństwa (Sipo) i Służby Bezpieczeństwa (SD) podczas II wojny światowej i niektóre przypadki poszukiwanych przezeń Żydów na obszarze Generalnego Gubernatorstwa”, Biuletyn Żydowskiego Instytutu Historycznego, nr 1 (93) (styczeń-marzec 1975): s. 94.6 Raport z 24 grudnia 1942, Archiwum Akt Nowych, Delegatura Rządu [dalej cyt. AAN, DR], 202/II-34, k. 6). Oto meldunek krakowskiej organizacji z dnia 23 stycznia 1944 roku: „organizacja krakowska została kompletnie rozbita…Aresztowania są rezultatem kilkumiesięcznej systematycznej pracy Gestapo. Prowokację zorganizował żydowski konfident Gestapo Diamant i jego ludzie” ( Raport nr 15; 23 stycznia 1944;AAN-AL).
Diamant pracował na dwie, a nawet trzy strony. Był bardzo wydajnym agentem Gestapo, jednocześnie współpracował z PPR dostarczając jej… broń, a także miał kontakty z komunistami ukraińskimi. Ale to na podstawie jego „rozpracowania” Gestapo przeprowadziło rewizję i aresztowania w jednej z urzędowych instytucji ukraińskich na ul. Zielonej w Krakowie. Gdy Diamant zorientował się, że został zdekonspirowany zarówno przez konspirację lewicową jak i AK zbiegł do Warszawy. Prawdopodobnie Gestapo także zorientowało się w grze Diamanta, bo tylko tym można tłumaczyć rozkaz jaki Gestapo przekazało do KRIPO, aby zastrzelić Diamanta jako Żyda. I fakt wydania takiego rozkazu wystarcza aby zaliczyć Diamanta do… ofiar Holocaustu, mimo jego haniebnej, przede wszystkim wobec Żydów działalności. (Zob. Kazimierz Kowalewski „Dziennik Inwigilacyjny Dowództwa Policji Bezpieczeństwa i Służby Bezpieczeństwa podczas II wojny światowej i niektóre przypadki poszukiwania przezeń Żydów na obszarze Generalnego Gubernatorstwa”; Biuletyn ŻIH, nr 1(93), styczeń1975). I tak agent i kolaborant staje się bohaterem i ofiarą. Swoiście pojęta moralność i kryteria przyzwoitości. A co z ofiarami jego donosów?

Cdn.

Ireneusz T. Lisiak

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza