niedziela, 6 października 2013

Kolaboranci żydowscy w czasie II wojny światowej (cz.3)



Historycy piszący o holocauście, szczególnie historycy żydowscy skrzętnie omijają dokumenty mówiące o kolaboracji samych Żydów z niemieckim oprawcą. Warto poznać z jakich ludzi i o jakim statusie społecznym składała się policja żydowska w gettach.
Przytoczę tu słowa Hanah Arendt: „Ta kolaboracja części Żydów z Niemcami była tym bardziej szokująca i wstydliwa ze względu na społeczny charakter jej uczestników. W przeciwieństwie bowiem do Polaków, wśród których z Niemcami godzili się na ogół kolaborować głównie ludzie z marginesu społecznego, męty, wśród Żydów na kolaborację poszła duża część elit…” (Hannah Arendt, „Eichmann w Jerozolimie”, Kraków 1987).
Od grudnia 1940 pierwszym nadkomisarzem Żydowskiej Służby Porządkowej (SP) getta warszawskiego był Żyd Józef Szeryński, który przeszedł na chrześcijaństwo i zmienił nazwisko z Szenkman, Szynkman bądź Szeinkman.  Szeryński  od 1920 był komisarzem Policji Państwowej, wkrótce awansowany na nadkomisarza (1921) i w 1930 r. na podinspektora. Przed wybuchem wojny początkowo pełnił funkcję szefa wydziału organizacyjnego w kwaterze Komendy Głównej Policji Polskiej, następnie od maja 1935 piastował urząd oficera inspekcyjnego i zastępcy komendanta wojewódzkiego w Lublinie, gdzie zastał go wybuch wojny. Podczas okupacji pracował w biurze ekspedycyjnym, aresztowany – został zwolniony i wyjechał wraz z żoną i córką do Warszawy, gdzie w getcie pracował jako urzędnik w biurze transportowym. 9 października 1940 prezes warszawskiej gminy żydowskiej Adam Czerniaków powierzył mu sformowanie Żydowskiej Służby Porządkowej.
Jako komisarz Judischer Ordnugsdienst był odpowiedzialny za pobicia i prześladowania ludności getta, uczestniczył w rewizjach i zatrzymaniach, był jednym z koordynatorów wysyłki ludzi z Umschlagplazu do obozu zagłady. To on wpadł podobno na pomysł, aby pod pozorem „rozdawania marmolady” ściągnąć biedotę żydowską na Umschlagplaz, gdzie zostali brutalnie załadowani do wagonów i wywiezieni do Treblinki. Był zwolennikiem i wyrazicielem tezy, że kierując do obozów dzieci, starców i chorych da możliwość przetrwania najsilniejszym. W getcie był osobą uprzywilejowaną, jako jeden z nielicznych był uprawniony do nienoszenia opaski z gwiazdą Dawida.


Według dostępnych źródeł Szeryński jawi się jako człowiek moralnie zły. Poza tym, że był zdeklarowanym kolaborantem, informujących Gestapo dwa razy w tygodniu o nastrojach w getcie, to znany był z agresji wobec Żydów mieszkających w getcie, obsadzania stanowisk swoimi znajomymi, łapówkarstwa i z prowadzenia w getcie nielegalnych interesów. Niemcy aresztowali Szeryńskiego za pospolitą kradzież jednego ze skonfiskowanych futer i próbę przemycenia go na aryjską stronę  (1 maja 1942). Osadzono go na Pawiaku. Został zwolniony 26 lipca 1942 r., pod warunkiem koordynacji udziału Judischer Ordnugsdienst w akcji wysiedleńczej oraz ostatecznej likwidacji getta, powrócił na stanowisko nadkomisarza. Skazany zaocznie na śmierć za kolaborację przez podziemie w getcie, był obiektem nieudanego zamachu dokonanego  Izraela Kanała, prawdopodobnie  21 lub 25 sierpnia 1942. Szeryński w końcu popełnił samobójstwo zażywając cyjanek.
W czasie, gdy Szeryński został aresztowany jego obowiązki nadkomisarza pełnił Jakub Lejkin, który przed wojną był adwokatem, a w getcie był zastępcą komendanta Żydowskiej Służby Porządkowej. Lejkin pełnił czołową rolę w deportacjach  Żydów do  obozów zagłady i słynął ze szczególnej brutalności.  Został zastrzelony przez Eljasza Różańskiego, bojowca z ŻOB, na ulicy Gęsiej w drodze powrotnej z komendy do domu w dniu 29.10.1942 roku. To tylko kilka przykładów świadczących o pochodzeniu społecznym członków żydowskiej policji, ale są one wymowne. Z takiego środowiska, ludzi wykształconych, inteligencji wywodziła się zdecydowana większość członków i dowódców Judischer Ordnungsdienst. Funkcjonariuszami byli zwykle młodzi ochotnicy, w dużej liczbie byli studenci lub absolwenci wyższych uczelni przed wojną, zajmujący się utrzymaniem porządku w getcie, choć uczestniczący także w patrolach po getcie prowadzonych przez niemieckich żołnierzy oraz wartach przy wejściach do dzielnicy żydowskiej.
Szczególnie negatywnie wśród mieszkańców gett odbierano udział funkcjonariuszy w pacyfikacji dzielnicy oraz ich pomoc w organizacji wywozu ludzi do obozów zagłady. W wyświetlanym niedawno serialu pt. „Czas honoru” jest pokazany jeden z policjantów, który był asystentem profesora z Uniwersytetu Warszawskiego. Jest to bodajże pierwszy przypadek, kiedy pokazano prawdziwe oblicze żydowskiego policjanta w getcie, bowiem dotychczas wszyscy Żydzi z getta uznawani byli bez wyjątku za ofiary. Trudno przyjąć, że ci ludzie nie zdawali sobie sprawy z tego jakiemu celowi służą i za jaką cenę przedłużają swoje życie. O policji żydowskiej zwanych też „Odemanami” (od Ordnungsdienst – OD) w getcie krakowskim  mówi dr Schlang:
„Służba porządkowa żydowska została zorganizowana z polecenia Gestapo jeszcze w r. 1940. Początkowo znaleźli się w szeregach OD ludzie przyzwoici, pod kierownictwem kapitana W.P. Aleksandra Chocznara, znanego działacza społecznego i sportowca z Krakowa. Następnie jednak ludzi tych usunięto lub sami wystąpili, a służba porządkowa została opanowana przez 30-tu ludzi, którzy złożyli przyrzeczenie wierności i bezwzględnego podporządkowania się rozkazom gestapo krakowskiego na ręce Untersturmführera Branda. Ta 30-tka została następnie przeniesiona z końcem marca do getta na Podgórzu 4 i pod kierownictwem Simche Spiry uformowała się jako niezależna od rady żydowskiej instytucja, podległa bezpośrednio rozkazom gestapo. Część członków OD otrzymała mundury z odznaką JOD (Judischer Ordnungsdienst), bez dodatku „Judische Gemeinde” i pałki gumowe, a część chodziła w ubraniach cywilnych, tworząc specjalny oddział pod nazwą „Zivilabteilung”. Ta ostatnia grupa złożona z 10-u zaufanych, spełniała rolę niejako policji politycznej (…). Brali oni udział w różnych akcjach (łapanki) wespół z gestapo. Kontaktowali się stale z urzędem „Sicherheitspolizei” przy ul. Pomorskiej 2, gdzie mieli resortowych szefów gestapowców (…). Do tej grupy należał znany mi osobiście Szymon Spitz, Wigdor Werthal, Leopol Blodek, mgr Artur Löffler, znani konfidenci gestapo  i ścigani przez podziemną organizację polską. Kierownikiem tej. „Z.A.” (Zivilabteilung) był Michał Pacanower. Mundurowi odemani (…) w czasie wysiedleń lub łapanek wykonywali również funkcje doprowadzania z listy osób przeznaczonych do aresztowania. (…) Wiadomo mi, że niemal wszyscy byli przekupni i ludność żydowska, która usiłowała przez bramkę przenieść żywność do getta, zmuszona była opłacać się drogo członkom OD. OD miało nieograniczoną władzę policyjną, sądową i administracyjną. Spory między mieszkańcami getta załatwiał arbitralnie kierownik OD, który za zgodą gestapo uzurpował sobie nieograniczoną władzę sądową i administracyjną. OD miało własne więzienie przy ul. Józefińskiej 37, gdzie przetrzymywano ludzi przywiezionych przez gestapo, policję kryminalną i inne władze policyjne niemieckie.
Z tego więzienia wybierano ludzi do obozów koncentracyjnych w czasie ogólnej represji przeciwko ludności polskiej i żydowskiej, przeznaczając ich jako zakładników do stracenia. Ponadto z więzienia tego wysyłano ludzi do Bełżca lub innych miejsc stracenia, dołączając ich do transportów przechodzących przez Kraków. Z chwilą likwidacji getta dnia 13 marca 1943 roku część odemanów przeniesiono do obozu w Płaszowie, a część „Z.A.” pozostała do dnia 14 grudnia 1943 roku. W tym czasie członkowie „Z.A.” spełniali niebezpieczne dla ludności polskiej funkcje śledzenia i informowania gestapo o różnych ruchach oporu i organizacji podziemnej polskiej. W dniu 14 grudnia 1943 władze niemieckie, uważając, że członkowie „Z.A.” spełnili swoją „powinność”, wywiozły wszystkich członków „Z.A.” z rodzinami na tzw. „górkę stracenia” w obozie w Płaszowie i tam po rozstrzelaniu spalili”.
A już sam fakt, iż w ostateczności podzielili los swoich wcześniejszych ofiar nie upoważnia do zaliczania ich do ofiar holocaustu, bowiem jest to policzek dla tych bezbronnych, którzy zginęli przy ich wydatnej pomocy. I na koniec przypomnijmy raz jeszcze cytat ze wspomnień Emanuela Ringelbluma, którego trudno posądzić o złą wolę wobec Żydów: „Policja żydowska miała bardzo złą opinię jeszcze przed wysiedleniem. W przeciwieństwie do policji polskiej, która nie brała udziału w łapankach do obozu pracy, policja żydowska parała się tą ohydna robotą. Wyróżniała się również straszliwą korupcją i demoralizacją. Dno podłości osiągnęła ona jednak dopiero w czasie wysiedlenia. Nie padło ani jedno słowo protestu przeciwko odrażającej funkcji, polegającej na prowadzeniu swoich braci na rzeź. Policja [żydowska – dop. aut.] była duchowo przygotowana do tej brudnej roboty i dlatego gorliwie ją wykonała. Obecnie mózg sili się nad rozwiązaniem zagadki: jak to się stało, że Żydzi –przeważnie inteligenci, byli adwokaci (większość oficerów [policji żydowskiej - dop. aut.] była przed wojna adwokatami-sami przykładali rękę do zagłady swoich braci”. (E. Ringelblum, „Kronika getta warszawskiego”, Warszawa,1988, s.426)
Z najbardziej zaufanych policjantów żydowskich utworzono organizację „Żagiew” – Żydowską Gwardię Wolności – która była kolaboracyjną organizacją żydowską w getcie warszawskim powołaną przez żydowski referat Gestapo z członków Grupy 13, do infiltrowania żydowskich i polskich organizacji podziemnych, przede wszystkim tych niosących pomoc Żydom. Żagiew pozostawała w ścisłej konspiracji, udając grupę przemytniczą, dzięki czemu mogła kontrolować kanały przerzutu żywności do getta. Według różnych opinii zajmowała się też szmalcownictwem, tropiąc i wydając Niemcom Żydów ukrywających się w tzw. aryjskiej części Warszawy.
W przeciwieństwie do Judischer Ordnugsdienst kolaboranci z Żagwi posiadali wydane przez Gestapo pozwolenie na broń. Na początek przytoczę nieco informacji o tzw. Grupie 13, która swą nazwę wzięła od budynku przy ul.Leszno13, gdzie była ich siedziba. Grupa 13, „trzynastka”, Urząd do Walki ze Spekulacją – kolaboracyjna formacja policjantów żydowskich z warszawskiego getta. Kierował tą grupą Abraham Gancwajch, który miał oficjalnie za zadanie zwalczanie przemytu oraz spekulacji, a faktycznie kontrolowanie działalności Judenratu (nie było to potrzebne, bowiem jak poznaliśmy wcześniej, Judenraty były bardzo gorliwe w kolaboracji z Niemcami) oraz infiltrowanie podziemnych organizacji, szczególnie Żydowskiego Związku Wojskowego i ŻOB działających w getcie.
Grupa została założona w grudniu 1940 roku i liczyła 300-400 osób. Była zatem grupą bardzo elitarną, w porównaniu z liczącą 2.500 osób żydowską policją w getcie, o czym przekonamy się w dalszej części tekstów. Była, co istotne, całkowicie niezależna od Judenratu, podlegała bezpośrednio Gestapo. Była odmiennie umundurowana i, co ciekawe, posiadała własne więzienie. Uprawnienia Grupy 13 i przywileje pozwalały im poruszać się poza terenem getta, gdzie udawali bojowników żydowskich organizacji w getcie, pełniąc także  rolę tzw. „łapaczy”. O „łapaczach” napiszę w dalszych częściach tego tekstu. Obie organizacje bojowe, zarówno ŻZW oraz ŻOB a także AK  likwidowały rozpoznanych członków 13-tki, ale samego Gancwajcha, mimo wydania na niego wyroku nie udało się zlikwidować. Gancwajch nie poniósł kary za swoją działalność i gdzieś zniknął. Wcale nie byłbym zaskoczony, gdyby okazało się, że przeżył i… działał w żydowskich organizacjach ofiar holocaustu.
Ireneusz T. Lisiak

Cdn.

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza