sobota, 12 października 2013

Kolaboranci żydowscy w czasie II wojny światowej (cz.6)

Na zdjęciu: Getto w Warszawie (Bundesarchiw)


Po upadku powstania w Getcie ludzie skupieni wokół Gancwajcha, którzy przeżyli zostali skoszarowani w siedzibie Gestapo przy Al. Szucha. Perfidia ich działań polegała na tym, że udając się „na akcję” udawali uciekających i szukających schronienia Żydów.
Udzielenie pomocy takiemu konfidentowi, podającemu się za szukającemu ratunku Żyda, kończyło się aresztowaniem i śmiercią, często całej rodziny. „Żyd Hening w siedzibie Gestapo w Warszawie kierował wyspecjalizowaną 70-osobową grupą wyspecjalizowaną w akcji przeciwko polskim organizacjom konspiracyjnym” (Archiwum KC PZPR-Akta Delegatury Rządu na Kraj;sygn.201/II-44-tom 2). Co ciekawe, akta powyższe zawierają spis 1500 agentów żydowskich pracujących na rzecz okupanta niemieckiego, z zaznaczeniem, że lista jest niepełna. Agenci żydowscy byli bardzo niebezpieczni, bo pod przykrywką prześladowanych powodowali wpadki niekiedy całych grup konspiracyjnych.


Żydowscy agenci gestapo działali po stronie aryjskiej udając także bojowników żydowskiego ruchu oporu. Ionas Turkov napisał: „Leon Skosowski i Kenigl urzędowo służyli jako kolaboranci SD i operowali częściej na stronie „aryjskiej” niż w getto. Ich zadaniem była denuncjacja Żydów znajdujących się po stronie „aryjskiej” oraz denuncjacja Polaków zajmujących się działalnością [podziemną] polityczną” (Ionas Turkov, „C’était ainsi: 1939–1943 la vie dans le ghetto de Varsovie”, Paris 1995, s. 140).  W Krakowie około 30-osobowym zespołem żydowskich agentów kierowali Maurycy Diamant i Julian Appel. Osobna, sześcioosobowa komórka była dowodzona przez Aleksandra Förstera. Podobnym zespołem w białostockim getcie kierował Grysza Zełkowicz, a w lubelskim Szamaj Grajer. Niestety, bez dostępu do niemieckich dokumentów dziś historycy nie są w stanie odtworzyć dokładnego składu tych grup ich struktury oraz szczegółowych operacji. (Zob. Marek Jan Chodakiewicz, „Żydzi i Polacy 1918–1955. Współistnienie, Zagłada, Komunizm”, Warszawa 2000, ss. 150, 598–599; Marek Jan Chodakiewicz, „Narodowe Siły Zbrojne. „Ząb” przeciw dwu wrogom”, Warszawa 1999, ss. 113–115, 348). Działalność żydowskich konfidentów Gestapo kosztowała podziemie, wszystkie organizacje, ale szczególnie AK utratę setek a może i tysięcy ludzi. Żydzi byli niezwykle skutecznymi konfidentami z oczywistego powodu. Każdy Żyd schwytany od razu był tracony, żył dzięki temu, że ukrywali go Polacy, zatem dla ukrywających się Żydów oddziały podziemia były otwarte. Ufano ukrywającym się Żydom, zakładając, że człowiek w takim położeniu nie może być zdrajcą, czy konfidentem niemieckiej tajnej policji. Niestety, w wielu przypadkach takie założenie było z gruntu fałszywe:
„19 lutego 1944 r. żydowska konfidentka Gestapo zadenuncjowała komórkę AK zakamuflowaną w firmie „Auto-Sped” w Warszawie. Żołnierze konspiracji zostali zaaresztowani a następnie rozstrzelani” (Wiesław Chrzanowski, „Pół wieku polityki, czyli rzecz o obronie czynnej” Z Wiesławem Chrzanowskim rozmawiali Piotr Mierecki i Bogusław Kiernicki, Warszawa 1997, s. 140). Do tego dochodzi także nielojalność samych Żydów wobec osób ukrywających ich lub pomagających w inny sposób (np. dostarczających dokumenty aryjskie), którzy w przypadku wpadki bez skrupułów podawali miejsca ukrywania się lub nazwiska osób pomagających im. Tak m.in. w obozie znalazł się działacz narodowy, adwokat Roman Blum, który dostarczył dokumenty młodej Żydówce, która po zatrzymaniu przez żandarma wskazała „dostawcę” dokumentu. Roman Blum zginął w obozie we Flossenburgu.
W filmie „Życie za życie” mamy przedstawionych kilka przykładów takich postaw ukrywających się Żydów wobec osób udzielających im pomocy. Nie były to przypadki jednostkowe. Swoją złowieszczą rolę kolaboranci realizowali z całym oddaniem podczas walk w Getcie i po jego upadku. Leon Najberg, który ukrywał się do końca września 1943 r. w bunkrach usytuowanych w warszawskim getcie, był świadkiem częstego użycia, na polecenie lokalnego dowództwa SS, żydowskich informatorów w służbie Befehlstelle. Jak pisze z kolei w swoich pamiętnikach Stefan Ernest, dokumentujący życie warszawskiego getta, policja żydowska szukała podziemnych kryjówek, a do odkrytych wrzucała granaty. Według raportów, po likwidacji getta warszawskiego na usługach gestapo pozostawało w Warszawie około 300 Żydów ,w tym samym czasie w Berlinie pracowało ok. 20 żydowskich tzw. „Greiferów”, czyli łapaczy. I tu dotykamy sprawy bardzo środowisko Żydów drażniącej, bowiem stosunek Żydów do Polaków (ich często pojawiającą się zapiskach z tamtych czasów nielojalność wobec Polski i Polaków), tłumaczona jest antysemityzmem „ wyssanym z mlekiem matki”.
Jak w takim razie tłumaczyć nielojalność wobec własnych braci? Bo takie zachowania kolaborantów jak w gettach znajdujących się na terenie Polski obserwujemy również w całej Europie, szczególnie w Niemczech, gdzie od dojścia Hitlera do władzy Żydzi wiedzieli jaki spotka ich los. A już po przyjęciu Ustaw Norymberskich powinni zdawać sobie sprawę kto jest ich wrogiem. A mimo to wielu szło na współpracę z Niemcami i to współpracę najbardziej haniebną, bo ułatwiali Niemcom eksterminacje swoich rodaków.
Największym postrachem Żydów ukrywających się przed Niemcami podczas II wojny światowej byli ludzie, którzy w zamian za pieniądze zajmowali się ich tropieniem i wydawaniem na pewną śmierć. W Berlinie najbardziej osławionym Greiferem („łapaczem”) wcale nie był fanatyczny nazista ani nawet Niemiec, lecz… Żydówka – Stella Goldschag-Kübler. Poza nią najbardziej znanymi „Greiferami” („łapaczami”) Żydów w Berlinie byli Gunther Abrahamson, Bruno Goldstein, Ruth Danziger, Ralf  Isaaksohn i Freieldaender. Historia działalności Stelli Goldschag-Kubler doczekała się dość dokładnego opisania. Była osobą niezwykle urodziwą a jej wygląd zewnętrzny nie wskazywał na żydowskie pochodzenie. Jednak i ją w Niemczech dotknęły szykany związane z coraz bardziej restrykcyjnym prawem antyżydowskim. W wyniku tak zwanej Fabrikaktion (akcja „fabryka”) z 27 lutego 1943 r., będącej ostateczną łapanką berlińskich Żydów jej sytuacja uległa zmianie. Po tej niemieckiej akcji – jak pisze w swej książce „Stolica Hitlera. Życie i śmierć w wojennym Berlinie” Roger Moorhouse – funkcjonariusze Gestapo i SS przeprowadzili naloty na wiele stołecznych zakładów przemysłowych i zatrzymali tamtejszych żydowskich robotników. Co prawda Stelli i jej rodzinie udało się chwilowo uniknąć schwytania, jednak musieli oni rozpocząć życie w ukryciu i ciągłym strachu. Zostali tak zwanymi „U-Bootami”, określanymi również mianem „nurków” (Taucher).
„Aryjski” wygląd Stelli oraz „papiery” załatwione u świetnego fałszerza Guenthera Rogoffa, pozwalały spoglądać z optymizmem w przyszłość. Stella znalazła się jednak  na celowniku jednego z „łapaczy” i aresztowano ją 2 lipca 1943 r. Kilka tygodni później w łapy oprawców z Gestapo wpadli również jej rodzice (jej mąż już wiosną trafił do Auschwitz, skąd nigdy nie wrócił). Gestapo poddało ją brutalnemu śledztwu chcąc uzyskać informacje o miejscu pobytu fałszerza dokumentów Guethera Rogoffa. W końcu skorzystała z propozycji Gestapo aby zostać „łapaczem Żydów” w zamian za obietnicę ratunku dla swoich bliskich (rodziców i męża). W swojej książce Roger Moorhouse pisze: „Stella szybko stała się wzorowym „łapaczem”. Funkcjonariusze byli już wcześniej pod wrażeniem jej pomysłowości […]. Kiedy już zaczęła dla nich pracować, absolutnie nie zawiodła – miała doskonałą pamięć do nazwisk, dat i adresów, a jej niewymuszona kokieteria stanowiła prawdziwą broń masowego rażenia”.
Wydała na śmierć wiele osób, niektórzy historycy (Roger Moorhouse, Bryan M.Rigg) oceniają ich liczbę najmniej na kilkuset a najwięcej na kilka tysięcy (zob. B.M. Rigg „Żydowscy żołnierze Hitlera”, Warszawa 2005, s. 279). Podobno była w stanie w ciągu jednego weekendu schwytać nawet ponad 60 Żydów. Za każdego dostawała 200 marek. Nie przerwała współpracy z Gestapo nawet wtedy, gdy okazało się, że jej bliscy (rodzice i mąż) zginęli w Auschwitz. „Pracowała” do upadku Berlina. Dostała się w ręce Rosjan i została skazana na 10 lat łagru. W 1994 roku popełniła samobójstwo.
I na koniec krótka informacja o kolaboracji żydowskiej na Węgrzech. Węgry do 1944 roku, pod rządami admirała Horthy’ego, jako jedyne państwo europejskie (Żydzi wprawdzie mieszkali w gettach), było jednak azylem względnego spokoju dla swoich obywateli żydowskiego pochodzenia. W 1944r. Hitler zarządził okupację Węgier, wojska niemieckie i gestapo wkroczyły do kraju Madziarów w marcu 1944roku a wraz z nimi do Budapesztu przybywają wykonawcy planu Ostatecznego Rozwiązania Kwestii Żydowskiej, Adolf Eichmann, Kurt Becher i in. Niemcy mieli poważny problem organizacyjny, bowiem na Węgrzech przebywało wtedy ok.800 tys. Żydów. Jak sprawnie i szybko unicestwić tak wielką liczbę ludzi nie narażając się na ewentualny bunt eksterminowanych? Nie chcieli dopuścić do sytuacji jaka miała miejsce w getcie warszawskim, tym bardziej, że na Węgrzech Żydów było znacznie więcej.
Wtedy doszło do nawiązania współpracy A. Eichmana z działaczem syjonistycznym Kastnerem. Eichman z Kastnerem zawierają układ – Kastner wskaże ok. 1700 osób, które za wyjazd do Palestyny są gotowe zapłacić                     ( podobnie jak w sprawie prowokacji w Hotelu Polskim w Warszawie, ale tam ani żydowscy kolaboranci ani Gestapo nie mieli zamiaru dotrzymać „ustaleń”). Resztą Żydów ma się zająć Kastner i „przekonać” ich do przesiedlenia z Węgier. „Wybrańcy” Kastnera pod eskortą żołnierzy niemieckich odjechali pociągiem ku wolności. Tym, których  za wybrańców nie uznano (tzw. „motłoch”) Kastner oferował przesiedlenie i pracę w nowym, lepszym miejscu. O prawdziwym celu podróży jakim był obóz w Auschwitz nie wspomniał. Ludzie zaufali, kto by przypuszczał, że ich pobratymiec deportuje swoich na zagładę. Dali się ładować do wagonów bez najmniejszego oporu. Nie trzeba dodawać, że motywem działania obu „dżentelmenów” (Kastnera i Eichmana, a przede wszystkim Bechera) była chęć „przejęcia” bogactwa Żydów węgierskich i to zadanie zrealizowali bardzo skrupulatnie, dzieląc się „łupem”. Oto co na ten temat piszą autorzy żydowscy Hannah Arendt – „Eichmann w Jerozolimie” pisze:
„Największym „idealistą” spośród Żydów, z jakimi zetknął się Eichmann, był Rudolf Kastner, z którym prowadził rokowania podczas deportacji Żydów węgierskich. Osiągnęli porozumienie, na mocy którego Eichmann miał zezwolić na „nielegalny” wyjazd kilku tysięcy Żydów do Palestyny (eskorta pociągu składała się w istocie z niemieckich policjantów) w zamian za „ład i porządek” w obozach, skąd Żydów wywożono setkami tysięcy do Oświęcimia. Natomiast Ben Hecht – „Perfidy” napisał: „Pułkownik Krumey (Hermann Krumey z SS) wie, że Kastner zdaje sobie sprawę z programu SS deportacji węgierskich Żydów do Auschwitz na zagładę”.
Kastner nie tylko ułatwił wyjazd „wybranym” Żydom do Palestyny, ale także donosił gestapowcom na swoich, Oto relacja Tadeusza Walichnowskiego zawarta w książce „Izrael a RFN”: „Kastner wydał również w ręce Gestapo żydowskich skoczków spadochronowych, którzy z Palestyny wysłani byli do Węgier. Składając kłamliwe oświadczenia, Kastner występował później w obronie Bechera przed Trybunałem Norymberskim.” I co ciekawe, jego zeznania uratowały Bechera przed stryczkiem.
Pozostaje postawić pytanie – dlaczego Żydzi z takim zapałem oskarżają wszystkich dookoła za zbrodnie niemieckie?
Cdn.
Ireneusz T. Lisiak

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza