sobota, 12 października 2013

Kolaboranci żydowscy w czasie II wojny światowej (cz.7)

Na zdjęciu: członkowie syjonistycznej organizacji Betar.


Jaka jest w końcu definicja kolaboracji? Według prof. Salmonowicza kolaboracja to działanie w służbie lub na rzecz interesu okupanta, działanie, które ma ujemne skutki dla państwa polskiego. Kolaboracją była niewątpliwie służba w instytucjach, które ewidentnie służyły realizacji polityki okupanta niemieckiego.
Kolaboracja ludzi pochodzenia żydowskiego godziła nie tylko w interes tej mniejszości narodowej II Rzeczypospolitej, ale godziła w interes państwa polskiego. Dziś, gdy ciągle podnoszona jest sprawa kolaboracji, to ogranicza się dyskusja do tematu kolaboracji Polaków, pomijana jest natomiast kolaboracja Żydów. Jeśli skalę kolaboracji wśród Polaków określa się na ok. 1% populacji, to skalę kolaboracji wśród Żydów skierowaną przeciwko samym Żydom i Polakom można określić na ponad 10%. W samych Judenratach zatrudnionych było kilkadziesiąt tysięcy osób, podobnie w Żydowskiej Policji Porządkowej. Przytoczę fragment wspomnień Tadeusza Bednarczyka „Życie codzienne w warszawskim getcie”:
„Pora na wstępie zbilansować ilość zdrajców z getta warszawskiego. Było ich ca 10.000 osób. Z tego w policji było (rotacyjnie) ca 2.500. Specjalnych agentów Gestapo i „Żagwi” było ponad 1.000 osób. W kolaboracyjnej Gminie Żydowskiej było ponad 6.000 osób; z tego za szczególnie zdrajczych, biorących udział w specjalnym wyzysku i ekonomicznym wyniszczeniu narodu, w wyniszczeniu przesiedleńców i skazywaniu ich na śmierć głodową uważano co najmniej 2.500 osób. Te 10.000 osób stanowiło w 1940/41 roku ca 2% ogółu społeczności getta; zaś w skali krajowej dochodziło do tego dziesiątki tysięcy ludzi, gdyż byli oni w każdym getcie. Wywodzili się oni ze sfer zamożnych, plutokracji, inteligencji, dużo pracowników policji [przedwojennej – przyp. autora]. Im mniejsze getto, tym procent zdrajców większy. Nie ma możliwości ustalenia ich liczby, skoro sami Żydzi i ŻIH ich ukrywają, skoro Knestet w 1950 roku uchwalił nie pociąganie ich do odpowiedzialności karnej. To jest niemoralne!”.


Trzeba pamiętać, że powyższy cytat dotyczy tylko Warszawy, bo w Krakowie działała grupa Diamanta i podobnie było w każdym getcie. Oczywiście, obrońcy tych kolaborantów będą twierdzić, że większość z nich w końcu podzieliła los tych, przeciwko którym działali, ale to tłumaczenie nie wytrzymuje krytyki. Bo zgadzam się z tym, że motywem przewodnim kolaboracji była chęć przeżycia, ale ze wspomnień i pamiętników wyłania się całkiem inny obraz. Warto postawić pytanie – co było powodem takiego zachowania Żydów in gremio w czasie ostatniej wojny? Co leżało u podstaw gremialnej rezygnacji i apatycznej postawie wobec totalnego zagrożenia bytu narodu żydowskiego? Pomimo zmieniającej się na gorsze sytuacji Żydów w Niemczech po dojściu NSDAP i Hitlera do władzy, Żydzi żywili sympatię do Niemców a za swoich wrogów uważali Polskę i Polaków (co zresztą spotykamy i dziś). Nawet po masowej ucieczce z Niemiec, a pamiętać musimy, że bezpośrednio przed wojną Polska przyjęła ok. 17. 000 żydowskich uciekinierów z Niemiec, Żydzi nie czuli żadnej do Polski i Polaków wdzięczności. Przeciwnie, uważali, że obrona Polski w żaden sposób ich nie obliguje, a Polska była i jest tylko miejscem ich życia i nie ma powodu, aby za Polskę walczyli. Dla warszawiaków bolesnym był fakt, że podczas obrony Warszawy w 1939 roku Żydzi, pod wpływem chasydów i syjonistów, nie włączyli się w jej obronę.
Dotykamy tutaj problemu syjonizmu, jako ideologii, której działacze dość często i blisko współpracowali z Niemcami. Ba, po dojściu Hitlera do władzy ta współpraca rozwijała się dość obiecująco, a pogromy Żydów w Niemczech i akcje antyżydowskie były przyjmowane przez syjonistów z milczącą aprobatą.  „Hitleryzm oddał nam prawdopodobnie przysługę nie wytyczając linii demarkacyjnej między Żydem religijnym i ateistą. Jeśli Hitler uczyniłby wyjątek dla Żydów ochrzczonych, to bylibyśmy świadkami mało budującego obrazu tysięcy Żydów biegnących się ochrzcić. Hitleryzm być może uratował żydostwo niemieckie, które zaczęło się asymilować aż do całkowitego zatracenia” (Chaim Bialik, „Palestine and the Press”, „New Palestine”, 11 grudzień 1933).
Syjoniści  owładnięci ideą  „państwa żydowskiego” w Palestynie widzieli w działaniach Hitlera sojusznika. Istniały bowiem punkty wspólne  pomiędzy ideologią nazistowską a syjonizmem, takie chociażby jak stworzenie państwa czystego rasowo. Oto cytat: „Państwo zbudowane na zasadach czystości rasy (tzn. nazistowskie Niemcy) może mieć tylko szacunek dla tych Żydów, którzy widzą siebie w ten sam sposób” (Joachim Prinz, „The Zionist Wish and the Nazi Deed”, Issues 1966/67, s.12). Te oczekiwania spotykają się z pozytywną reakcją wysokich dygnitarzy Niemiec: „Członkowie organizacji syjonistycznych nie mogą być, biorąc pod uwagę ich działania nakierowane na emigracje do Palestyny, traktowani z takim samym rygorem, który niezbędny jest w stosunku do organizacji żydowsko-niemieckich” (Okólnik Gestapo skierowany do policji bawarskiej, 23 styczeń 1935, Herzl Yearbook, tom VI, s.340). I kolejny cytat z wypowiedzi Reinharda Heyndricha: „Nie może być odległy moment, gdy Palestyna znów będzie gotowa przyjąć swoich synów, których straciła na ponad tysiąc lat. Niech im towarzyszą nasze najlepsze, oficjalne życzenia” (Reinhardt Heydrich, szef tajnych służb SS, maj 1935).
Także ze strony syjonistów szły oferty w kierunku nazistowskich Niemiec. W czasie, gdy powstawały getta na ziemiach okupowanych przez Niemcy, w roku 1940 radykalny syjonista, Avraham Stern, założyciel terrorystycznej organizacji „LEHI” oraz przywódca „Irgunu”, zaproponował Niemcom współpracę w postaci: zamachów terrorystycznych na obiekty brytyjskie w Palestynie, akcji sabotażowych, szpiegostwa na rzecz Niemiec w zamian za pomoc w obaleniu mandatu brytyjskiego nad Palestyną oraz pomoc w „ewakuacji” Żydów z Europy do Palestyny. Z ramienia „Irgunu” a także z upoważnienia samego A. Sterna rozmowy w Bejrucie z przedstawicielem niemieckim Wernerem Otto von Hentig prowadził Natali Lubenczyk. Oferta została powiększona o zgodę na założenie bazy niemieckiej w Palestynie, a w zamian „Irgun” oczekiwał uznanie niepodległego państwa żydowskiego. W dniu 11 stycznia 1941 roku dyplomata niemiecki w Ankarze, oficer marynarki, Der Marvitz, przekazał ofertę Sterna, jako gotowość do walki nowo powstałego państwa żydowskiego po stronie Niemiec do Berlina. Hitler zignorował tą propozycję.
Stern (urodzony w 1907 roku w Suwałkach) został rozpracowany przez wywiad brytyjski i zlikwidowany przez te służby w 1942 roku w Tel Avivie. (za  http://www.pogonowski.com/display_pl.php?textid=801). Pewne wzorce zachowań społeczności żydowskich wobec hitlerowskich Niemiec datują się jeszcze z okresu przed wybuchem drugiej wojny światowej. Dla przykładu, jak pisze żydowska profesor Hannah Arendt, dr Joseph Löwenherz już w roku 1938 zdołał przekształcić całą wiedeńską gminę żydowską w instytucję będącą na usługach władz nazistowskich. Był także jednym z bardzo niewielu działaczy tego rodzaju, który za swe usługi otrzymał nagrodę: pozwolono mu zostać w Wiedniu aż do końca wojny, kiedy to wyemigrował do Anglii, stamtąd zaś do Stanów Zjednoczonych.
Hanah Arendt pisze o daleko posuniętej współpracy organizacji syjonistycznych z reżimem Hitlera. „Przybywali z własnej inicjatywy [emisariusze z Palestyny –przyp. autora] w celu uzyskania pomocy [Gestapo i SS – przyp. autora] dla nielegalnej imigracji Żydów na teren rządzonej przez Brytyjczyków Palestyny. Gestapo zaś i SS pomocy tej udzielały. Prowadzili oni rokowania z Eichmanem w Wiedniu i donosili w raportach, że był „grzeczny”, „nie należał do wrzaskliwców”, a nawet oddał im do dyspozycji gospodarstwa rolne i różne urządzenia umożliwiające im założenie obozów szkolenia zawodowego dla przyszłych imigrantów („W jednym wypadku wypędził [Eichmann – przyp. aut.] grupę zakonnic z pewnego klasztoru, aby młodzi Żydzi mieli gdzie uczyć się rolnictwa, w innym „załatwił specjalny pociąg i obstawę funkcjonariuszy nazistowskich”, aby grupa emigrantów, udająca się rzekomo do syjonistycznych farm szkoleniowych w Jugosławii, mogła bezpiecznie przekroczyć granicę”) –H. Arendt, „Eichmann w Jerozolimie”, Znak Kraków, 1987, s.78).
Hanah Arendt  opierając się na relacji Jona i Dawida Kimche („The Secret Roads: The „Illegal Migration of People,1938-1945” London 1954), pisze:  „Do Europy  wysyłały ich wspólnoty osiadłe w Palestynie i nie zajmowali się oni akcją ratunkową:  „To nie ich sprawa”. Chcieli wyselekcjonować „odpowiedni materiał” (…) Należeli przypuszczalnie do pierwszych Żydów, którzy mówili otwarcie o wzajemnych korzyściach [wynikających ze współpracy z Gestapo i SS – przyp. aut.], z pewnością zaś byli pierwszymi Żydami, jacy otrzymali pozwolenie na „wybranie młodych pionierów żydowskich” przebywających w obozach koncentracyjnych” (H. Arendt, „Eichmann w Jerozolimie”, Kraków 1987, str. 78-79).
Zwracam uwagę, że kontakty z Gestapo osiadłych w Palestynie Żydów miały miejsce w czasie wojny, gdy już rozwijała się akcja niemiecka „ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej”. W tym czasie z getta warszawskiego i innych pod okupacją niemiecką szły regularne transporty do obozów śmierci. Czyżby Żydzi polscy nie stanowili materiału dość dobrego, aby zasilić szeregi pionierów żydowskich w Palestynie?
                                                                                                   
Cdn.
Ireneusz T. Lisiak

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza