niedziela, 5 lutego 2012

Pokłosie "sprawy Jedwabnego

(cz. I) Tygodnik GŁOS nr 36/2001

Upłynęło już trochę czasu od gorszącego widowiska z dn. 10.VII.2001, gorliwie transmitowanego przez "publiczną" telewizję na Polskę i cały świat (TVP1 i Telewizja Polonia) w którym "pan prezydent" A. Kwaśniewski, ambasador Izraela w Polsce Szewach Weiss i rabin Jacob Baker, nie czekając na oficjalne wyniki śledztwa prowadzonego przez IPN, zgodnie oskarżyli Polaków (i tylko Polaków) o zamordowanie Żydów w Jedwabnem.
Zrealizowany więc został od dawna zaplanowany scenariusz zaakceptowania i nagłośnienia oskarżeń zawartych w oszczerczej książce J. T. Grossa pt. "Sąsiedzi", mimo, że w przeciągu pierwszego półrocza 2001 roku ujawnionych zostało szereg faktów, dokumentów i zeznań świadków nie tylko podważających ale całkowicie dezawuujących tezy Grossa.
Hucpa zorganizowana przez żydowskich szowinistów z USA i Izraela i ich żyjących w Polsce sojuszników odbyła się więc według od dawna przygotowywanego scenariusza, a szkód wyrządzonych Polsce nie można już odwrócić ani naprawić. Można jednak i trzeba przeanalizować ex post wydarzenia ostatnich lat, odczytać ich chronologię i właściwy sens, a także pokusić się o przewidywanie przyszłości.

Chronologia wydarzeń kilku ostatnich lat

W 1996 r. Israel Singer, sekretarz generalny Światowego Kongresu Żydów powiedział: "Ponad trzy miliony Żydów zginęło w Polsce i Polacy nie będą spadkobiercami polskich Żydów (...) Jeżeli Polska nie spełni roszczeń Żydów, będzie publicznie atakowana i upokarzana na forum międzynarodowym". (podkr. moje - WK.) Wypowiedź ta była jednym w serii ponawianych żądań, aby prywatny majątek obywateli polskich pochodzenia żydowskiego znacjonalizowany przez władze PRL-u został przekazany organizacjom żydowskim. Miało by to być selektywne "odszkodowanie" dla Żydów, bez względu na los roszczeń obywateli polskich - nieżydów, za posunięcia dokonane przez rząd "Polski Ludowej" w którym przecież żydowscy komuniści odgrywali rolę dominującą. I to mimo, że rząd PRL w 1960 r. zawarł z rządem USA układ i wypłacił mu 40 milionów dolarów tytułem "uregulowania i zaspokojenia wszystkich roszczeń obywateli Stanów Zjednoczonych, zarówno osób fizycznych jak prawnych, do Rządu Polskiego z tytułu nacjonalizacji i innego rodzaju przejęcia przez Polskę mienia, oraz praw i interesów związanych lub odnoszących się do mienia, które miało miejsce w dniu lub przed dniem wejścia w życie niniejszego układu".

Na realizację gróźb Singera nie trzeba było długo czekać.

18.06.1999 r. grupa nowojorskich Żydów złożyła w tamtejszym sądzie pozew przeciwko Rzeczpospolitej Polskiej i Ministerstwu Skarbu Państwa, w którym znalazły się między innymi takie sformułowania: "Polityka obowiązująca (w Polsce) przez ostatnie pięćdziesiąt cztery lata sprowadzała się do wygnania co do jednego ludności żydowskiej z Polski. Dokonywano tego poprzez stosowanie czystek etnicznych i rasowych, stosownie przemocy i szantażu, w tym: stosowanie tortur i morderstw. (...). Po II Wojnie Światowej osoby, które przeżyły holocaust były mordowane, bite, gwałcone, terroryzowane, torturowane i zmuszane do emigracji bez dania im prawa do odzyskania bądź zarządzania posiadanymi nieruchomościami (...). Przez cały czas oskarżeni (tj. Polacy) wykorzystywali przejęte po ofiarach holocaustu mienie w celach handlowych i czerpali z tego użytkowania korzyści finansowe..."
Tak więc okres PRL-u, w którym przedstawiciele żydokomuny opanowali większość czołowych stanowisk w PPR, PPS a później PZPR i w kluczowych resortach państwa z Ministerstwem Bezpieczeństwa Publicznego na czele i rządzili z nadania Stalina żelazną pięścią umęczonym krajem, a wszyscy Żydzi należeli do warstwy uprzywilejowanej, przedstawiony został jako miejsce w którym to właśnie Żydzi byli obiektem prześladowań. Jest to znana goebbelsowska metoda produkowania najbezczelniejszych kłamstw w przeświadczeniu, że zawsze coś z tego w świadomości ludzi, zwłaszcza tych nie znających polskiej historii, zostanie. Podobną metodę, jak to zostanie niżej pokazane, zastosował J. T. Gross w książce pt. "Sąsiedzi".
Na przełomie 1999 i 2000 roku bp Stanisław Stefanek dowiedział się od zaufanej osoby, że: "będzie wielki atak na Jedwabne, idzie o pieniądze. Będzie miał ksiądz biskup wiele przykrości". (patrz też: Moralny obowiązek dochodzenia do prawdy wtr. moje - WK)
Wkrótce ukazuje się zapowiedź publikacji książki J. T. Grossa o tym, jak to rzekomo polscy sąsiedzi wymordowali w lipcu 1941 r. swoich żydowskich sąsiadów. Niedługo po pojawieniu się polskiego wydania, do USA na spotkanie z przedstawicielami organizacji żydowskich udaje się p. L. Kieres, który jako prezes IPN zdążył już poprzednio nakazać podległym sobie prokuratorom wszczęcie śledztwa w sprawie wydarzeń w Jedwabnem. Mimo pojawiających się w polskiej prasie głosów kwestionujących zarówno wiarygodność grossowskich świadków i przytaczanych przez nich "faktów", jak i piętnujących zawarte w książce krzywdzące i kłamliwe uogólnienia, p. Kieres oświadczył amerykańskim Żydom, że zbrodni w Jedwabnem dokonali Polacy. W ten sposób nie tylko przyłączył się do antypolskich oszczerstw Grossa ale pogwałcił również powagę i podstawową misję piastowanego urzędu a także starą zasadę rzymskiego prawa, że nie można nikomu przypisywać winy przed wydaniem wyroku sądowego. 
 
Kłamstwa Grossa były tymczasem ochoczo rozpowszechniane przez polskojęzyczne media z publiczną telewizją i radiem oraz "Gazetą Wyborczą" na czele. Jak na komendę odezwał się chór głosów lewicowych polityków i "autorytetów" (B. Geremek, M. Borowski, J. Nowak-Jeziorański, Cz. Bielecki, W. Kuczyński, T. Nałęcz, W. Cimoszewicz i inni), w większości żydowskiego pochodzenia, domagających się natarczywie, aby Polacy posypali głowy popiołem i gromadnie przepraszali Żydów za Jedwabne. Do grona oszczerców dołączył "prezydent wszystkich ubywateli" p. Kwaśniewski, który w wywiadzie dla "Yediot Ahronot" (2.III.2001 r.) powiedział: "To był mord masowy popełniony na Żydach przez polskich obywateli. (...). My myślimy ze zdumieniem, jak Polacy mogli urządzić taką masakrę".
Kłamliwe "rewelacje" Grossa były też od początku gorliwie upowszechniane przez wysokonakładową prasę amerykańską i niemiecką. 

Tymczasem niektórzy polscy historycy uzyskali dostęp do akt, które do tej pory IPN udostępniał prawem kaduka jedynie Grossowi, i opublikowali kilka artykułów, które w rzeczowy sposób wykazywały nierzetelność autora "Sąsiadów" polegającą m.in. na zupełnie dowolnym, bezkrytycznym i wybiórczym traktowaniu źródeł. Polegało to na tym, że Gross przyjmował za pewnik źródła, które pasowały do jego z góry przyjętych założeń sprowadzających się do obciążenia winą Polaków i tylko Polaków za "spalenie żywcem 1600 Żydów w stodole 10.VII.1941 r.", natomiast pomijał całkowicie źródła, które dowodziły, czegoś zupełnie przeciwnego tzn. że zbrodnia była dziełem Niemców a nieliczni Polacy zostali spędzeni pod groźbą karabinów jedynie do pilnowania więźniów. 
Ujawnienie wielu nowych faktów pozwoliło posłowi A. Macierewiczowi złożyć pozew sądowy przeciwko A. Kwaśniewskiemu, w którym domagał się, aby zakazać pozwanemu wypowiadania niezgodnego z prawdą twierdzenia iż "Polacy dokonali na Żydach mordu w Jedwabnem w lipcu 1941 r." oraz nakazać pozwanemu, aby w programie "Kropka nad i" TVN oraz w rozgłośni radiowej RMF/FM osobiście oświadczył, że jego poprzednie wypowiedzi - również w tych mediach - przesądzające rolę Polaków w wydarzeniach w Jedwabnem jako morderców były nieprawdziwe i kłamliwe. Pozew ten został poparty przez tysiące Polaków w kraju i za granicą.

Gross twierdził, że Polacy, bez udziału i przy biernej postawie Niemców, spalili w stodole 1600 Żydów a wielu także przedtem okrutnie torturowali i zamordowali.
Prawda jest taka, że według relacji mieszkańców Jedwabnego liczba wszystkich mieszkańców miasteczka (Polaków i Żydów łącznie) wynosiła ok. 2000 z czego Żydów było ok. 35% a więc mniej niż połowa liczby wymienionej przez domorosłego historyka, a przecież znaczna część Żydów "zasłużonych" w kolaboracji z Sowietami uciekła na wschód w momencie rozpoczęcia niemieckiej ofensywy. Częściowe badanie mogiły w pobliżu stodoły udowodniło, że ofiar mogło być najwyżej 150-250. Nota bene ekshumacja została wstrzymana wbrew polskiemu prawu na żądanie organizacji żydowskich, co by mogło świadczyć, że żyjemy już w państwie wyznaniowym, tyle że z religią mojżeszową jako religią panującą. Warto przypomnieć, iż nastąpiło to w momencie gdy odkrywane świadectwa obalały kolejne kłamstwa Grossa. Znalezione w mogile liczne łuski z karabinu typu Mauser kalibru 7.92 mm oraz odkształcony płaszcz pocisku z pistoletu typu Parabellum są wystarczającym dowodem na to, że do ludzi w stodole lub próbujących z niej uciec strzelano, a strzelać mogli tylko Niemcy. (podkr. moje - WK)
  Oszczerstwa Grossa oparte są w dużej mierze na zeznaniach Szmula Wasersztajna (prawdziwe nazwisko Całko, po wojnie funkcjonariusz UB w Łomży) oraz Icchaka Neumarka, z których żaden nie był naocznym świadkiem wydarzeń. Nic więc dziwnego, że ich relacje mają charakter ukierunkowanych donosów i konfabulacji, produkowanych przez ludzi o nieczystym sumieniu. Ale przecież tego rodzaju "świadectw" Gross oczekiwał, lansując zupełnie "nowatorski" warsztat badawczy sformułowany przez niego jak następuje: "Jeśli chodzi o warsztat historyka epoki pieców oznacza to, w moim mniemaniu, konieczność radykalnej zmiany podejścia do źródeł. Nasza postawa wyjściowa do każdego przekazu pochodzącego od niedoszłych ofiar holocaustu powinna zmienić się z wątpiącej w afirmującą. Po prostu dlatego, że przyjmując do wiadomości, iż to co podane w tekście takiego przekazu, rzeczywiście się wydarzyło, i że gotowi jesteśmy uznać błąd takiej oceny dopiero wtedy, kiedy znajdziemy przekonywujące dowody - oszczędzimy sobie znacznie więcej błędów niż te, które popełniliśmy zajmując postawę odwrotną".
Praktycznie więc każdy Żyd będąc, lub podając się za niedoszłą ofiarę czasu wojny może zdaniem Grossa opowiadać niestworzone rzeczy a opinia publiczna obowiązana jest dać mu wiarę. Byłoby to może śmieszne, ale taka jest istota rzekomych rewelacji prezentowanych w "Sąsiadach". Mimo wydania kilku pozycji książkowych (prof. J. R. Nowak, 100 kłamstw J. T. Grossa o żydowskich sąsiadach i Jedwabnem; H. Pająk, Jedwabne geszefty), wielu udokumentowanych artykułów historyków polskich (prof. T. Strzembosz, dr P. Gontarczyk, dr L. Żebrowski, mgr A. Macierewicz, dr K. Kawalec), niemieckich (dr B. Musiał) i amerykańskich (prof. R. C. Lukas) (większość artykułów jest dostępna w naszej witrynie - wtr. moje WK) poddających miażdżącej krytyce zarówno "nową metodologię badań historycznych" jak i obalających w rzeczowy sposób kłamliwą grossowską wersję wydarzeń w Jedwabnem, doprowadzono do szumnie reklamowanych "przeprosin" w Jedwabnem w dniu 10.07.2001 r. na które oprócz rodzin ofiar, rabina z USA, ambasadora Izraela, przybyło wielu oficjalnych członków gminy żydowskiej oraz nieoficjalnych jej członków lub duchowych sprzymierzeńców w postaci szeregu polityków z SLD, UW i UP. 
Można by zapytać, jak to się mogło stać, że mimo iż zaprezentowana w książce Grossa wersja wydarzeń jest w dużej części zbiorem kłamstw, antypolskich oszczerstw i konfabulacji, można było, wbrew oczywistym faktom, zorganizować w XXI wieku międzynarodowe przedstawienie o antynarodowej wymowie a wielu prominentnych polityków lewicy brało udział w tym gorszącym spektaklu. Aby odpowiedzieć na to pytanie należy sięgnąć do historii a także przypomnieć jaki jest stosunek do prawdy w różnych cywilizacjach.

O co naprawdę chodzi

Od czasu umowy Ben Gurion - Adenauer, w wyniku której Niemiecka Republika Federalna wypłaciła niebotyczne sumy państwu Izrael jako odszkodowanie za eksterminację Żydów przez III Rzeszę, pisarze, dziennikarze i politycy żydowscy, lub żydowskiego pochodzenia rozpoczęli długofalową akcję wybielania Niemców i pomniejszania ich zbrodni popełnionych na ludności krajów okupowanych. Ponieważ jednak zbyt świeża była jeszcze pamięć o II Wojnie Światowej i o niemieckich okrucieństwach należało znaleźć inny naród, na który można by zrzucić przynajmniej część niemieckich win i w ten sposób pomóc hojnemu kontrahentowi, który bardzo wtedy potrzebował zaświadczenia, że narodowo-socjalistyczna przeszłość to tylko wspomnienie, a nowoczesne Niemcy to ucieleśnienie demokracji, ostoja praw człowieka a na dodatek lojalny i wierny przyjaciel państwa Izrael. Przy typowaniu ofiary wybór padł na Polskę i nie był to wybór przypadkowy. 

Po pierwsze, na naszej ziemi mieszkała większość Żydów europejskich, którzy w ciągu wieków wypędzani a czasami i prześladowani w Europie Zachodniej znajdowali tu spokój i godne warunki bytowania i rozwoju. W I Rzeczpospolitej Żydzi cieszyli się wolnością, licznymi przywilejami i szeroką autonomią, mieli nawet własne sądownictwo. Stąd Polskę nazywano rajem dla Żydów (Paradisus Judeorum). Czysto ekonomiczne i logistyczne przesłanki spowodowały, że na ziemiach polskich Niemcy utworzyli większość obozów koncentracyjnych i obozów zagłady, co pomogło oszczercom w utworzeniu haniebnej zbitki pojęciowej "polskie obozy koncentracyjne" coraz częściej używanej w anglojęzycznej literaturze zwłaszcza przez autorów żydowskiej i niemieckiej proweniencji. Żydzi, oskarżając Polskę i Polaków o pomaganie Niemcom w eksterminacji swoich rodaków, oprócz wywiązywania się z zobowiązań wobec swoich niemieckich kontrahentów, dają jednocześnie wyraz swej swoiście pojmowanej "wdzięczności" za wielowiekową gościnę na polskiej ziemi. Nie jest to nic nowego. Już przed półtora wiekiem ten rys żydowskiego charakteru i mentalności dobrze sportretował nasz wieszcz Adam Mickiewicz w "Księgach Narodu Polskiego i Pielgrzymstwa Polskiego". Pod zaborami większość Żydów sprzyjała zaborcom i warto pamiętać, że to Żyd Artur Goldman wydał carskiej policji Romualda Traugutta. 
  Po drugie, to właśnie Polska poniosła największe straty w wyniku II Wojny Światowej tracąc ok. 6-ciu milionów swoich obywateli, w tym około połowę stanowili polscy Żydzi. Amerykańscy Żydzi, którzy w czasie wojny nie kiwnęli palcem aby ratować swych ginących braci, przystąpili kilkanaście lat po wojnie do konstruowania "religii holocaustu" w nadziei, że przyniesie to im oraz państwu Izrael wymierne korzyści propagandowe i materialne. Punktem wyjściowym było założenie, że martyrologia Żydów pod niemiecką okupacją była wydarzeniem nie mającym sobie równego w historii świata. Założenie to samo w sobie jest bałamutne a zarazem rasistowskie, odnosi się bowiem z lekceważeniem do martyrologii wszystkich innych narodów w różnych epokach. Większe zapewne (procentowo) straty ponieśli Ormianie z rąk Turków w czasie I Wojny Światowej a przecież mało kto o tym teraz mówi i przypomina. To, że Polacy ponieśli ogromne straty w czasie wojny wyraźnie zakłócało logikę religii holocaustu, a fakt, że większość zamordowanych przez Niemców Żydów stanowili obywatele polscy, z których bynajmniej nie wszyscy byli wyznania mojżeszowego (np. w getcie warszawskim odprawiano Msze Święte dla katolików) stwarzał dodatkowy problem. W myśl prawa międzynarodowego odszkodowania za prześladowanie i śmierć swoich obywateli powinno było otrzymać Państwo Polskie a nie nieistniejące w latach 1939-45 Państwo Izrael. 
Należało więc przykroić historię do teorii religii holocaustu zawyżając liczbę ofiar żydowskich (przy traktowaniu przy tym ich wszystkich jako prawowiernych wyznawców religii mojżeszowej), potraktować milczeniem lub lekceważeniem ofiary innych narodów przy okazji obarczając także inne narody a przede wszystkim Naród Polski współodpowiedzialnością za straty żydowskie. 
Cały legion dziennikarzy, literatów i tzw. zwykłych ludzi posiadających w kieszeni różne paszporty ale nieodmiennie wywodzących się (historycznie rzecz biorąc) z Azji południowo-zachodniej rozpoczął produkcję powieści, "pamiętników", filmów, listów do redakcji opisujących martyrologię Żydów, a przy okazji oskarżających coraz śmielej i bezczelniej Polaków o współpracę z Niemcami. Tak więc Naród Polski, który pierwszy przeciwstawił się zbrojnie hitlerowskiej nawale, w czasie okupacji stworzył prawdziwe państwo podziemne z własnym szkolnictwem średnim i wyższym i najliczniejszą w Europie armią partyzancką, poniósł olbrzymie straty ludzkie i materialne, i wystawił po stronie sojuszników czwartą co do wielkości siłę zbrojną, zaczął być przedstawiany nie jako ofiara brutalnej agresji ale jako obojętny świadek a obecnie już niemal współsprawca eksterminacji Żydów. 
  Żydowskim strategom organizującym antypolską kampanię chodzi o takie zafałszowanie historii aby niezorientowany, a zwłaszcza nie pamiętający wojny, widz czy czytelnik nabrał wrażenia, że z rąk Niemców ginęli tylko Żydzi, a wszystkie inne narodowości miały się właściwie nieźle i tylko czyhały na żydowskie życie i mienie. 
Opinia publiczna w Polsce w czasach PRL-u praktycznie nie wiedziała i nie była informowana o rozmiarach i gwałtowności kłamliwych oskarżeń, ponieważ od początku istnienia PRL-u wiele kluczowych stanowisk w PZPR, dyplomacji, aparacie propagandy i środkach masowego przekazu, urzędzie cenzorskim, wymiarze sprawiedliwości, nie mówiąc już o Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego było obsadzonych przez Żydów. Nic dziwnego, że ani dyplomacja ani prasa, radio czy telewizja PRL-u nie reagowała na falę antypolskich kalumnii zalewających media amerykańskie, kanadyjskie, australijskie i zachodnioeuropejskie. (podkr. moje - WK.) Olbrzymia większość "normalnych" obywateli żyjących w totalitarnym państwie była odcięta od "kapitalistycznych" środków masowego przekazu. Samotną walkę w obronie dobrego imienia Polski prowadziła jedynie Polonia a zwłaszcza Kongres Polonii Amerykańskiej. 
Po zdradzieckiej Umowie Okrągłego Stołu, którą zawarli przywódcy PZPR z dawnymi towarzyszami z tej samej partii udającymi czasowo "opozycjonistów", ci ostatni zrzucili przyłbicę i zaczęli już jawnie, wspólnie z niedawnymi przeciwnikami atakować wartości chrześcijańskie, polskie tradycje i polską historię oraz Kościół katolicki.
Książka Grossa i cała "sprawa Jedwabnego" nie jest więc pojedynczym wybrykiem antypolonizmu ale raczej kulminacją dokładnie zaplanowanej, rozpisanej na głosy i metodycznie realizowanej kampanii antypolskiej.

(cz. II) Tygodnik GŁOS nr 37/2001

Książka Grossa i cała "sprawa Jedwabnego" nie jest pojedynczym wybrykiem antypolonizmu, ale raczej kulminacją dokładnie zaplanowanej, rozpisanej na głosy i metodycznie realizowanej kampanii antypolskiej.
Są trzy podstawowe cele tej antypolskiej kampanii:
1. Jak wykazał w swojej książce pt. The Holocaust Industry prof. Norman Finkelstein, jeden z nielicznych sprawiedliwych Żydów obiektywnie oceniających działalność swoich rodaków z organizacji żydowskich w Ameryce, na bazie religii holocaustu rozwija się teraz przemysł holocaustu. Jego celem jest wyciągnięcie jak największej ilości pieniędzy od kogo się da pod hasłem zadośćuczynienia żydowskim ofiarom czasu wojny, przy czym w rzeczywistości ofiary dostają sumy stosunkowo niewielkie, podczas gdy prominenci żydowskich organizacji w USA otrzymują nieproporcjonalnie wysokie uposażenia i honoraria.
Polska ma być następnym celem żydowskich roszczeń, które mają sięgać niebotycznych sum kilkudziesięciu miliardów dolarów.
Próba załatwienia problemu zgodnie z interesem i możliwościami Polski w przyjętej przez Sejm ustawie uwłaszczeniowej została storpedowana przez p. Kwaśniewskiego, który ustawę zawetował. Spotkało się to oczywiście z uznaniem amerykańskich organizacji żydowskich.
 
2. Fałszowanie historii Polski dawnej i najnowszej ma nie tylko wytworzyć wrażenie - wbrew oczywistym faktom - że Żydzi w Polsce byli uciśnieni, prześladowani itp., ale także metodą "łapaj złodzieja" odwrócić uwagę od rzeczywistych żydowskich przewinień wobec Narodu i Państwa Polskiego i od współpracy z okupantem sowieckim i zbrodni popełnionych na Narodzie Polskim w XX stuleciu.
Po wkroczeniu w 17 września 1939 roku armii sowieckiej na wschodnie tereny Rzeczpospolitej Żydzi w skali masowej zdradzili kraj, którego byli obywatelami. Chodzi tu nie tylko o entuzjastyczne witanie armii sowieckiej ale także o tworzenie przez miejscowych Żydów czerwonej milicji, która ma na sumieniu wiele mordów dokonanych na polskich żołnierzach i przedstawicielach polskiej władzy państwowej a także otwarte ataki na małe lub nawet znaczne (jak w Grodnie) oddziały WP. W czasie okupacji sowieckiej Żydzi gromadnie współpracowali z władzą sowiecką a znając dobrze lokalne społeczeństwo dostarczali NKWD informacji o miejscowej inteligencji, duchowieństwu i policjantach, którzy byli w pierwszej kolejności aresztowani.
Tak został między innymi aresztowany ojciec mojej żony, sędzia w Telechanach (kilkadziesiąt kilometrów od Pińska). Przedtem jeszcze znajomy Żyd Samszel, który to najprawdopodobniej wskazał go nowej władzy, poradził "pani sędzinie", aby zdeponowała u niego co cenniejsze rzeczy na przechowanie, "bo Rosjanie mogą zarekwirować". Gdy żonę z matką wyrzucono z mieszkania i zaczynało im brakować środków do życia - poprosiły o zwrot części rzeczy, aby je spieniężyć, ale wówczas Żyd powiedział, że teraz to już jego własność i niczego nie odda. Wkrótce potem żonę z matką wywieziono do Kazachstanu. Samszel oczywiście został na miejscu. A sędzia Stefan Boratyński jest jednym z dziesiątków tysięcy polskiej inteligencji zamordowanych na "nieludzkiej ziemi", do czego walnie przyczynili się żydowscy sąsiedzi.
Istnieje całkiem bogata dokumentacja haniebnej antypolskiej kolaboracji dużej części Żydów na kresach wschodnich II Rzeczpospolitej (można tu wymienić np. książkę prof. J. R. Nowaka pt. Przemilczane zbrodnie). Podejmowane przez Grossa próby pomniejszania tych oczywistych faktów, czy wręcz ich negowanie w rozdziale "Kolaboracja", można by uznać za żałosne, gdyby nie to, że książka "Sąsiedzi" ukazała się już lub ukaże w kilku językach zachodnich a książki polskich autorów pozostają na ogół niedostępne dla czytelników tych krajów. W ten sposób tworzy się wirtualną rzeczywistość, nie mającą wiele wspólnego z prawdą. 
Zbrodnie żydowskie na Narodzie Polskim osiągnęły swoje apogeum po zainstalowaniu w Polsce pod skrzydłami NKWD tzw. "władzy ludowej". Żydzi objęli kluczowe stanowiska w Ministerstwie Bezpieczeństwa Publicznego i Informacji Wojskowej a także w Biurze Politycznym PPR (a później PZPR), dyplomacji, handlu zagranicznym i aparacie propagandowym. Nazwiska Bermana, Brystygierowej, Fejgina, Romkowskiego, Różańskiego, Światły i innych stały się synonimem terroru, w wyniku którego dziesiątki tysięcy najlepszych synów Polski zostało zamordowanych strzałem w tył głowy, w bezpośredniej walce lub poprzez mord sądowy dokonany przy pomocy takich sędziów i prokuratorów jak Brus-Wolińska, Gurowska, Karliner, Michnik, Lityński i dziesiątki innych. Tylko nieliczni z nich odpowiadali przed sądem po październiku 1956 roku, nikt też z oficjalnych przedstawicieli państwa Izrael ani światowych organizacji żydowskich nie przeprosił Polaków za żydowskie zbrodnie na Narodzie Polskim. (podkr. moje - WK)
Dokumentacja zbrodni a także antypolskiej propagandy sterowanej przez żydowską diasporę istnieje (np. S. Wysocki, Żydzi w dziejach Polski i H. Pająk, Strach być Polakiem), ale jest mordowana zmową milczenia w telewizji, radiu i wielkonakładowej prasie. W nawiązaniu do roli Żydów w PRL Gross wnosi swój "wkład" do historii sugerując, że zaplecze społeczne stalinizmu to był przede wszystkim lumpenproletariat. Obok tego napomyka delikatnie, mając najwidoczniej na myśli swoich rodaków: "Wiemy oczywiście, że komunizm był dla wielu osób głębokim przeżyciem ideowym i że wiązano się z ruchem komunistycznym z autentycznej potrzeby serca a nie tylko (ani nawet nie przede wszystkim) z wyrachowania czy pod presją stacjonującego w okolicy garnizonu Armii Czerwonej".
Jak napisał kiedyś jeden z publicystów, marksizm-leninizm był teorią wyzwolenia narodu żydowskiego. Dlatego to Żydzi odegrali kluczową rolę w utworzeniu Związku Sowieckiego a potem objęli faktyczny ster rządów we wszystkich, z wyjątkiem może Jugosławii i państw azjatyckich, krajach demokracji ludowej. To, że w wyniku rządów czerwonego totalitaryzmu straciło życie - według różnych ocen - od 60 do 100 milionów ludzi (co przewyższa znacznie liczbę ofiar brunatnego totalitaryzmu), nie ma oczywiście dla Grossa większego znaczenia, ponieważ robili to wrażliwi ideowcy "z autentycznej potrzeby serca". Taka sama "ideowość" niewątpliwie kierowała J. T. Grossem przy pisaniu książki "Sąsiedzi".
 
3. Dalekosiężnym celem fabrykowania kłamliwej wersji dawnej i najnowszej historii Polski, jest doprowadzenie do sytuacji, w której społeczeństwo polskie będzie miało zakodowane w podświadomości nieuzasadnione poczucie winy - winy wobec Żydów, Niemców (sic!), Ukraińców, Litwinów i pewnie także Szwedów, Rosjan, Turków, Tatarów, Mongołów i Bóg wie kogo jeszcze; zaś chęć obrony prawdy zostanie w zarodku stłumiona obawą oskarżenia o ksenofobię, antysemityzm, faszyzm itd., żeby wymienić tylko te epitety, którymi najczęściej posługują się Żydzi, z "Gazetą Wyborczą" na czele, w stosunku do każdego kto im się nie podoba. A nie podoba się każdy, kto ośmiela się przypomnieć o żydowskiej zdradzie i wiarołomstwie, żydowskich zbrodniach i żydowskim rasizmie. (podkr. moje - WK.) W ten sposób społeczeństwo ma się przekształcić w bezmózgą gawiedź, która wiedzę o Polsce i świecie będzie czerpać głównie lub wyłącznie z TVN i telewizji "publicznej" oraz "Gazety Wyborczej", a której ulubioną rozrywką staną się widowiska typu Big Brother.
Taką gawiedzią łatwo jest rządzić i dowolnie manipulować. Łatwo też będzie takiemu społeczeństwu wmówić w odpowiednim momencie, że Polska nie będzie się mogła rozwijać gospodarczo i kulturalnie, o ile nie zaimportuje się kilkuset tysięcy Żydów (może komuś wydaje się, że jest to możliwość egzotyczna, ale takie głosy już się w polskiej publicystyce pojawiały).
W tej "misji" sprawa Jedwabnego jest w książce Grossa tylko pretekstem i wstępem do wytoczenia ciężkich dział antypolonizmu i antykatolicyzmu poprzez usiłowanie stworzenia wrażenia, że Żydzi w Polsce żyli w atmosferze nieustannego zagrożenia, co ilustruje choćby kilka następujących cytatów: "Oprócz regularnie powtarzających się momentów zagrożenia - do których należała Wielkanoc, kiedy księża ewokowali w kazaniach obraz Żyda Bogobójcy, czy w przeszłości, dajmy na to, sejmiki, kiedy szlachta ściągała tłumnie w otoczeniu służby do jakiejś miejscowości - zawsze coś złego mogło się wydarzyć przez zwykły zbieg okoliczności". I dalej: "Ale od czasów Chmielnickiego - które w żydowskiej zmitologizowanej pamięci zakodowane są słowem Khurban, katastrofa, jako wzbudzający trwogę pierwowzór Szoah - gotowość zniszczenia tego, co obce, a w pierwszej kolejności Żydów, nie tylko przetrwała na polskiej wsi, ale coraz to była manifestowana w paroksyzmach gwałtu. `Rzeź i rabacja` to przecież repertuar zachowań powtarzanych co jakiś czas i w XIX i w XX wieku".
Niedouczek Gross najwyraźniej nie rozróżnia Polaków od Kozaków czy Ukraińców. Nie wie też, że kiedy Chmielnicki w czasie oblężenia Zamościa zażądał jako jednego z warunków rozejmu wydania wszystkich Żydów, spotkał się - mimo trudnej sytuacji militarnej polskiej załogi - ze zdecydowaną odmową. No, ale Grossowi nie chodzi przecież o prawdę, lecz o forsowanie per fas et nefas swoich kłamliwych tez w myśl zasady "jeżeli fakty przeczą z góry przyjętym tezom, tym gorzej dla faktów".
Wielu ludzi nie może zrozumieć, jak można w Polsce, po wszystkich doświadczeniach XX wieku, bezkarnie budować wirtualną rzeczywistość opartą na kłamstwie. Warto więc zatrzymać się na chwilę nad samym pojęciem prawdy.

Prawda a cywilizacja

Klasyczna definicja słowa prawda to "zgodna z rzeczywistością treść słów" (Słownik języka polskiego PWN). Dla ludzi wychowanych w kręgu cywilizacji łacińskiej i wiary katolickiej dążenie do prawdy jest czymś naturalnym, jako że Ósme Przykazanie głosi: "Nie mów fałszywego świadectwa przeciw bliźniemu swemu". Myliłby się jednak ten, kto by sądził, że jest to w świecie dążenie powszechne. Jeden z najwybitniejszych uczonych, jakich wydała Polska na przełomie XIX i XX wieku, prof. Feliks Koneczny zwrócił uwagę na to, że stosunek do prawdy bywa różny wśród różnych ludów w zależności od cywilizacji do której należą, czyli zależy od metody organizacji życia zbiorowego. Prawdomówność jest generalnie uważana za cnotę w cywilizacji łacińskiej, arabskiej i turańskiej. Pisze też prof. Koneczny, iż: "Okazuje się, że pewne ludy potępiają kłamstwo zawsze i bezwzględnie, inne wcale nie zawsze, a jeszcze innym jest to sprawą obojętną. Prawdomówność nie stanowi tedy powszechnie przyjętego obowiązku, ani nawet nie wszędzie bywa ceniona. Czyniąc zaś przegląd wyższych szczebli cywilizacji, natrafiamy w cywilizacji żydowskiej na szczególną dwoistość: obowiązek prawdomówności względem współwyznawców, lecz równocześnie uprawnienie kłamstwa wobec gojów - w niektórych okolicznościach wręcz zaleca się ich okłamywać" (F. Koneczny, O cywilizację łacińską, Onion, Gliwice, 1999) (podkr. moje - WK.)
Warto w tym miejscu przypomnieć, że ta dwoistość moralności w cywilizacji żydowskiej nie ogranicza się bynajmniej do prawdomówności, ale obejmuje wszystkie sfery życia: Przykazania Boże odnoszą się tylko do narodu wybranego, a nie do gojów. Goja można oszukać i nie wolno go ratować. Przytoczmy tu tylko jeden cytat z Talmudu: "Jeśli kto wyprawi posłańca, żeby przyjąć pieniądze od nie-Żyda, ów zaś pomylił się i dał za dużo, wszystko należy do posłańca; jeśli jednak posłaniec nie wiedział o tej pomyłce, aż pieniądze doszły do rąk tego, który go wyprawił, temuż się to należy. Jeśli kto uprawiał interes z nie-Żydem, a drugi Żyd nadszedł i pomagał mu, a oszukał nie-Żyda na mierze, ilości lub wadze, w takim razie dzielą się zyskiem, choćby nawet pomocnik otrzymywał zapłatę za swój trud." (cyt. za F. Koneczny, Cywilizacja Żydowska) (podkr. moje - WK.). Dla ortodoksyjnych Żydów Talmud jest ważniejszy od Tory. Z faktu, iż Żydzi uważają, że Przykazania Boskie odnoszą się tylko do narodu wybranego, wynika - jak wskazuje prof. Koneczny - że religia żydowska to nie tyle monoteizm, co monolatria (Bóg Żydów jest Bogiem plemiennym).
Niektóre teksty Talmudu są nienawistne względem chrześcijan. Ilustruje to np. modlitwa Szemoneh esreh (18 błogosławieństw). Dwunaste "błogosławieństwo" brzmi w te słowa: "Prześladowcom niech nie będzie żadna nadzieja, a królestwo pychy wykorzeń szybko za naszych dni. Nazarejczycy [tj. chrześcijanie] i odstępcy niechaj szybko przepadną, niech będą wymazani z księgi żyjących i niech nie będą zapisani razem ze sprawiedliwymi. Błogosławiony bądź Jeja, który zginasz zuchwałych." (cyt. za F. Koneczny, Cywilizacja Żydowska).
Powyższe cytaty wystarczająco dobitnie ilustrują, jakie są ideowe podstawy stosunku Żydów do prawdy i do chrześcijan (a do katolików w szczególności, ponieważ ci ostatni mają w swoim gronie wielu takich, którzy szczerze umiłowali prawdę, a więc mają prawo być uważani za szczególnie "zuchwałych").
Fałszowanie historii jest zresztą od wieków żydowską specjalnością. Czytamy w Piśmie Świętym Nowego Testamentu, że gdy Pan nasz Jezus Chrystus zmartwychwstał, ukazał się niewiastom i nakazał im powiadomić uczniów aby udali się do Galilei. Następnie zaś "Gdy one były w drodze, niektórzy ze straży przyszli do miasta i powiadomili arcykapłanów o wszystkim co zaszło. Ci zebrali się ze starszymi a po naradzie dali żołnierzom sporo pieniędzy i rzekli: . Ci więc wzięli pieniądze i uczynili jak ich pouczono. I tak rozniosła się ta pogłoska między Żydami i trwa aż do dnia dzisiejszego." (Mt 27, 11-15). 
 
W czasie uroczystości w Jedwabnem w przemówieniach panów Kwaśniewskiego, Weissa, Bakera i innych często padało słowo "prawda". Niestety, zamiast mówić prawdę - powtarzali oni bezkrytycznie kłamstwa i konfabulacje wyprodukowane przez Grossa, ignorując wszystkie zgromadzone do tej pory dowody mówiące o tym, że zbrodni dokonali Niemcy a zmuszeni przez nich Polacy pełnili tylko funkcje pomocnicze. Ale, jak wykazano powyżej, dla osób pozostających w kręgu cywilizacji żydowskiej prawda nie jest wartością samą w sobie, zaś okłamywanie gojów może być nawet cnotą, o ile wynikają z tego dla Żydów jakiekolwiek (najlepiej duże) korzyści.
Ojciec Święty Jan Paweł II pisał, że: "Totalitaryzm rodzi się z negacji obiektywnej prawdy" oraz "z negacji transcendentnej godności osoby ludzkiej, będącej widzialnym obrazem Boga niewidzialnego" (CA 44).
Czerwony totalitaryzm, którego Żydzi byli współtwórcami i gorliwymi funkcjonariuszami, udało się nam (przynajmniej formalnie) odrzucić zaledwie 12 lat temu. Nowy totalitaryzm, inspirowany przez tych samych, przybranych w inne maski ludzi oraz przez ich dzieci i wnuki, puka już do naszych drzwi, o czym świadczą ponawiające się żądania wspomnianych wyżej środowisk wprowadzenia quasi-cenzury w postaci zakazu kolportażu przez "Ruch" GŁOSU, "Naszej Polski" i kilku innych czasopism, które mają jeszcze odwagę pisać całą prawdę o stosunkach polsko-żydowskich. (podkr. moje - WK.)

Żydowski rasizm

Powszechne wśród Żydów mniemanie (eksponowane jednak głośno głównie we własnym gronie), że są narodem wyjątkowym i wszystko co jest z nimi związane jest wyjątkowe, przybrało zwłaszcza w ubiegłym stuleciu formę wyrazistego rasizmu. Żydzi uzurpują sobie prawo do oskarżania wszystkich i wszystkiego o ich prześladowanie, o niedocenianie ich cierpień i ich osiągnięć, przy czym z reguły oskarżenia te albo są wyolbrzymione albo wręcz mają charakter podłych pomówień (zgodnie z panującym w cywilizacji żydowskiej stosunkiem do prawdy, o czym była mowa wyżej). Wszelka publiczna obrona i wskazywanie na ich błędy, kłamstwa i przeinaczenia traktowane są jako antysemityzm, czyli forma rasizmu. (podkr. moje - WK.) Tymczasem to właśnie postępowanie Żydów wobec innych nacji, zwłaszcza tych, które w danym momencie Żydzi "mają na celowniku", ma charakter czystego rasizmu - jeżeli przypomnimy sobie definicję tego pojęcia: rasizm - zespół poglądów o rzekomo nierównej wartości biologicznej, a zatem intelektualnej i społecznej, ras ludzkich (poglądów połączonych zazwyczaj z wiarą we wrodzoną wyższość jakiejś określonej rasy i w jej prawo do panowania nad innymi) (W. Kopaliński, Słownik wyrazów obcych i zwrotów obcojęzycznych).
  Pierwszym filarem żydowskiego rasizmu jest judaizm. Ortodoksyjni Żydzi wierzą, że są narodem wybranym i z tego tytułu należą im się specjalne prawa. Prorok Zephania (Sophonias) głosił: "I będzie mu [Izraelowi] się kłaniał każdy z miejsca swego, wszystkie wyspy narodów, bo Izrael pójdzie wreszcie drogą cnoty, więc w nagrodę Żydzi paść się będą i odpoczywać, a nie będzie kto by je odstraszył." Naród wybrany wierzy, że przeznaczony jest przez Jehowę do panowania nad całym światem. Bóg ześle Mesjasza, który wyposażony przez Boga w moc cudowną, sam zrobi wszystko co trzeba; każdego Żyda zamieni w bogacza, dysponującego wszystkimi rozkoszami życia a wszystkie narody ziemi będą Izraelowi usługiwać.
Tyle, że już dwa tysiące lat temu przyszedł na świat Mesjasz i głosił Dobrą Nowinę nie tylko Żydom, ale wszystkim narodom świata. Ale gdy Piłat pytał się zgromadzonych tłumów narodu wybranego: " Odpowiedzieli . Rzekł do nich Piłat: Zawołali wszyscy: Piłat widząc, że nic nie osiąga, wziął wodę i umył ręce wobec tłumu mówiąc: . A cały lud zawołał: . Wówczas uwolnił im Barabasza a Jezusa kazał ubiczować i wydał na ukrzyżowanie." (Mt 27, 21-25)
 
Drugim filarem żydwskiego rasizmu jest syjonizm - jeden z najbardziej nacjonalistycznych ruchów w historii ludzkości. Syjonizm, wychodząc z judaistycznej koncepcji "narodu wybranego", głosił konieczność (1) utworzenia państwa żydowskiego w Palestynie na drodze zaboru ziem arabskich, (2) zahamowania procesów asymilacyjnych, którym podlegają Żydzi w rozmaitych krajach. Po powstaniu państwa Izrael syjonizm głosi konieczność umacniania go wszelkimi sposobami i domaga się od Żydów na całym świecie lojalności w pierwszej kolejności wobec państwa żydowskiego. Powszechny wybuch radości Żydów w Polsce (z których wielu było wysokimi funkcjonariuszami PRL) po zwycięstwie Izraela w wojnie sześciodniowej w 1967 roku, był widomym świadectwem opisywanego wyżej pojmowania lojalności (był przecież przeciwny oficjalnej linii PRL).
Główny teoretyk syjonizmu Teodor Herzl powiedział: "Naród - jest to moim zdaniem historyczna grupa ludzi, o wyraźnej spoistości, utrzymywana w skupieniu przez wspólnego wroga. Jest to moje zdanie o narodzie. Jeżeli pan doda do tego słowo "żydowski", będzie pan miał określenie tego co rozumiem pod narodem żydowskim" (cyt. za książką: Henry Ford, Międzynarodowy Żyd). Henry Ford napisał dalej: "Przypomnijmy sobie określenie narodu żydowskiego przez Teodora Herzla i zastanówmy się, że tym wspólnym wrogiem jest cała nieżydowska ludzkość. Czy lud, który posiada świadomość, iż jest narodem, pozostaje niezorganizowany w rozsypce wobec tego faktu? Byłoby to zgoła sprzeczne z przebiegłością Żydów w innych dziedzinach. Skoro widzimy, jak ściśle Żydzi są zjednoczeni przez różnorodne organizacje w Stanach Zjednoczonych, skoro widzimy, jak urabiają oni te organizacje doświadczoną ręką wedle własnej woli, nie trudno zrozumieć, że co tylko da się lub dało się przeprowadzić w granicach jednego kraju, to może być lub też zostało już przeprowadzone pomiędzy wszystkimi krajami, w których Żydzi zamieszkują". Słowa te zostały napisane w 1920 roku, kiedy nie było jeszcze państwa Izrael, lecz brzmią i dzisiaj dziwnie aktualnie.
W ostatnich latach zrozumienie olbrzymiej roli, jaką ma dla Izraela funkcjonowanie i wpływy polityczne diaspory w krajach dotychczasowego osiedlenia sprawiły, że syjonizm przekształca się w neosyjonizm. Neosyjonizm uznaje diasporę za wielki atut Izraela, utrzymując jednocześnie postulat, że Żydzi, gdziekolwiek by mieszkali, powinni wykazywać lojalność przede wszystkim wobec państwa Izrael (nie przyznając się do tego publicznie). Jakie to ma znaczenie? Wystarczy przypomnieć, że Żydzi nie mogliby tak długo lekceważyć uchwał Zgromadzenia Ogólnego ONZ, wzywających Izrael do wycofania się z terenów okupowanych, gdyby nie inspirowana przez potężne lobby Żydów amerykańskich protekcja USA. Syjonizm i neosyjonizm sprawiły też, że najlepszym wywiadem na świecie jest izraelski Mossad. Jak bowiem słusznie napisał niedawno w "Polityce" Marcin Meller: "Żydzi są wszędzie".
 
Trzecim filarem żydowskiego rasizmu jest religia holocaustu i związany z nią biznes holocaustu. Gdy w niektórych krajach zamieszkałych przez żydowską diasporę rozluźnieniu ulegają tradycyjne więzy religijne, religia holocaustu (usiłująca przedstawić eksterminację Żydów przez hitlerowskie Niemcy w czasie II Wojny Światowej jako wydarzenie nie mające sobie równego w historii ludzkości) staje się nowym czynnikiem dzielącym ludzkość na Żydów i "wszystkich innych". Jest to więc nowe, dogodne narzędzie żydowskiej samoidentyfikacji. Żydom, a ściślej biorąc: liderom organizacji żydowskich, ich adwokatom itd., religia holocaustu stwarza też wymierne możliwości ogromnych profitów finansowych, jak to wynika chociażby z niedawnych odszkodowań wymuszonych na bankach szwajcarskich.
W chwili obecnej żydowscy rasiści - jak to przepowiedział prof. N. Finkelstein - "biorą na muszkę" Polskę. Chcą z niej wydusić miliardy dolarów. Nadanie międzynarodowego rozgłosu konfabulacjom Grossa jest istotnym elementem tej batalii.

(cz. III) Tygodnik GŁOS nr 38/2001

W chwili obecnej żydowscy rasiści - jak to przepowiedział prof. Norman Finkelstein - "biorą na muszkę" Polskę. Chcą z niej wydusić miliardy dolarów. Nadanie międzynarodowego rozgłosu konfabulacjom Grossa jest istotnym elementem tej batalii.

Podwójna miara oceny postaw, sądów i czynów

Stosunki i polemiki polsko-żydowskie w czasach obecnych cechuje głęboka asymetria. Nawet nieśmiałe próby prostowania żydowskich kłamstw, pomówień i przeinaczeń z dziedziny historii, wydarzeń ubiegłego wieku, roli i wpływu Żydów w aparacie władzy itp. spotykają się natychmiast z jazgotem przychylnych Żydom (lub całkowicie przez nich obsadzonych) mediów i owocują oskarżeniem śmiałka o ksenofobię, faszyzm, antysemityzm, i wszystkie grzechy główne. Natomiast brutalne ataki i najgorsze kalumnie skierowane przeciwko Polsce, religii katolickiej i poszczególnym osobom (z najwyższymi hierarchami Kościoła włącznie), traktowane są jako rzecz naturalna, nieunikniony rezultat "świętej wolności słowa". (podkr. moje - WK.) Zdziwienie nie jest tu wszakże na miejscu, jest to bowiem naturalny rezultat żydowskiego rasizmu, o którym była mowa wyżej. To czysty rasizm podyktował żydowskiej aktorce niesłychaną wypowiedź, że "śmierć żydowskiego dziecka i polskiego dziecka to nie to samo". 
Asymetria w żydowskiej ocenie postępowania Żydów i nieżydów szczególnie wyraźnie występuje w charakterystyce postaw ludzkich czasu wojny. Przypadki szmalcownictwa w wykonaniu Polaków, których skala jest przez autorów żydowskich wyolbrzymiana, rzeczywiście się zdarzały, ale spotykały się z potępieniem społeczeństwa polskiego, a kończyły nierzadko wyrokami śmierci wydawanymi przez Polskie Państwo Podziemne. 
W przeciwieństwie do postawy Polaków, rasiści żydowscy usiłują starannie ukryć i zatuszować swoją "hańbę domową". Policja żydowska w getcie warszawskim i innych gettach była bardziej bezwzględna i okrutna wobec swoich rodaków niż żandarmeria niemiecka. Niemcy nie musieli się kłopotać o dostarczenie w określonych terminach odpowiedniego kontyngentu ludzi do transportów wiozących ich do obozów zagłady. Judenraty i policja żydowska załatwiały to z wielką gorliwością. 
Obiektywne oceny ich roli można znaleźć u wielu uczciwych Żydów żeby przytoczyć tu tylko kilka typowych opinii np.: "Dla Żydów rola jaką przywódcy żydowscy odegrali w unicestwieniu własnego narodu, stanowi niewątpliwie najczarniejszy rozdział całej tej ponurej historii (...) w obozach śmierci bezpośredni udział brały żydowskie komanda. W Teresinstadt nawet kat był Żydem" (Hannah Arendt, Eichmann w Jerozolimie, Kraków, 1987), lub: "Żydowska policja kierowana przez ludzi z SS i żandarmów spadała na getto jak banda dzikich zwierząt. Każdego dnia, by uratować własną skórę, każdy policjant żydowski przyprowadzał siedem osób, by je poświęcić na ołtarzu eksterminacji. Przyprowadzał ze sobą, kogokolwiek mógł schwytać - przyjaciół, krewnych, nawet członków najbliższej rodziny. Byli policjanci, którzy ofiarowywali swych własnych wiekowych rodziców, z usprawiedliwieniem, że ci i tak szybko umrą" (Baruch Goldstein, The Stars Hear Witness, N.Y., 1949).
Znane są udokumentowane przypadki, kiedy policjant żydowski przyprowadzał do transportu własną matkę, czy też kiedy przewodniczący Judenratu jednego z gett powiesił skazanego na śmierć przez Niemców własnego syna przynaglając go jeszcze aby się szybciej rozbierał. (cyt. za J. R. Nowak, 100 kłamstw J. T. Grossa o żydowskich sąsiadach i Jedwabnem).
  Fakty te wywołują osłupienie wśród ludzi wychowanych w polskiej tradycji, gdzie hasła Bóg i Ojczyzna splatały się nierozerwalnie z pojęciem Honoru. 
Co więcej, policja żydowska nie rekrutowała się spośród elementów marginesu społecznego lecz znaczną jej część stanowili ludzie wywodzący się ze sfer zamożnych - plutokracji, inteligencji. W samej centrali Gestapo istniała specjalistyczna komórka żydowska, która zajmowała się rozpracowaniem polskich oddziałów partyzanckich a także tropieniem Żydów w aryjskiej części Warszawy. Lista agentów Gestapo narodowości żydowskiej znajdująca się w aktach delegatury RP na kraj obejmuje ponad 1200 nazwisk. (podkr. moje - WK.)
Można więc śmiało powiedzieć, że doświadczenia czasu wojny wykazały, że nie ma takiego draństwa, którego by Żyd nie zrobił dla ratowania własnego życia .
W samym Jedwabnem, w którym rodzina Wyrzykowskich przechowywała 7 Żydów, o czym wspomina także Gross w swojej książce, w rzeczywistości Żydów tych było dziewięcioro, przy czym jeden stary i chory umarł w trakcie ukrywania się, a narodzone zdrowe dziecko dorośli postanowili zamordować, aby płacz niemowlęcia nie zdradził ich kryjówki. 
 
Typowy przykład podwójnej moralności zademonstrował Żyd Perel, ten sam, którego historia stała się podstawą scenariusza filmu Agnieszki Holland "Europa, Europa". W czasie swego pobytu w Polsce z okazji kręcenia filmu, wyraził on zdziwienie, jak Polacy mogli spokojnie (jak niepewny to był "spokój" wiedzą tylko ci, co znają, tak jak ja, okupację niemiecką z autopsji a nie z publikacji grosso-podobnych "historyków") świętować Boże Narodzenie 1943 r., wtedy gdy pod ich bokiem cierpieli Żydzi w łódzkim getcie. Tymczasem jak wynika z jego własnych wspomnień (w wydaniu książkowym), on sam będąc wtedy w Łodzi na urlopie ze szkoły Hitlerjugend i jeżdżąc codziennie tramwajem przez getto w nadziei, że może ujrzy tam swoich rodziców, bynajmniej nie oddawał się tylko rozpaczy czy kontemplacji. Przeciwnie, nawiązał on w czasie tego krótkiego urlopu romans z volksdeutschką, poszedł do niej na Sylwestra i bawił się wesoło, w czym najwidoczniej nie przeszkadzała mu wizja ponurego losu rodaków, w tym może i rodziców zamkniętych w getcie. 
Agresywne prasowe, książkowe i filmowe napaści na Polskę i Polaków dokonywane przez Żydów, którzy uniknęli śmierci w czasie wojny lub ich potomków wynikają między innymi stąd, że duży procent z tych, którzy przeżyli, stanowią ludzie, którzy kolaborowali z hitlerowskim okupantem, albo tacy, którzy wykupili się od śmierci, nie usiłując jednak ratować nikogo spośród uboższych rodaków. Sławiony przez Spielberga Schindler był w rzeczywistości agentem Gestapo i pomagał tylko bogatym Żydom. Oskarżanie innych, w tej liczbie przede wszystkim Polaków, jest więc zasłoną dymną, za którą chce się ukryć własne nieczyste sumienie i żydowską "hańbę domową". 
Ukrywanie prawdy o tej hańbie stało się oficjalną polityką światowego żydostwa, a Kneset uchwalił w 1950 r. żeby policjantów żydowskich i innych kolaborantów nie pociągać do odpowiedzialności karnej. 
Jest rzeczą charakterystyczną, że w obliczu zmasowanych ataków na Polskę i Polaków (w tym także przy okazji debaty o wydarzeniach w Jedwabnem) zabrakło prawie zupełnie głosów Żydów - polskich patriotów. Nie znalazła się nawet połowa przysłowiowych dwunastu sprawiedliwych. Niesłychanie nieliczne były głosy z kraju takie jak Antoniego Zambrowskiego w "Tygodniku Solidarność" i "Najwyższym Czasie", który polemizując z szowinistyczną wypowiedzią ambasadora Weissa (kto domaga się przeprosin od strony żydowskiej za udział Żydów w zbrodniach aparatu komunistycznego na Polakach, jest antysemickim manipulatorem), zwrócił uwagę na liczne zbrodnie popełnione przez Żydów w Polsce, czy Anatola Lawiny w "Rzeczpospolitej", który w przeciwieństwie do ambasadora Weissa przyznał, że istotnie Żydzi mają za co przepraszać. 
Głosy te ginęły jednak w powodzi antypolskiego jazgotu Żydów przedstawiających się współobywatelom jako "Polacy"; (sam Gross usiłował nawet przemawiać "jako Polak") i usłużnych filosemitów. Wynika stąd pesymistyczny wniosek, że ogół obywateli polskich żydowskiego pochodzenia jest w gruncie rzeczy wyznawcami żydowskiego rasizmu a nieliczni, którzy tego stanowiska być może nie podzielają, boją się zabierać publicznie głos w obawie o utratę stanowiska, pozycji towarzyskiej, ostracyzmu swego środowiska itp. (podkr. moje - WK.) 
Rzeczywiste pojednanie polsko-żydowskie może się zrealizować wyłącznie na fundamencie prawdy. Jak widać z przytoczonych wyżej faktów żadne prawdziwe pojednanie polsko-żydowskie na obecnym etapie, niestety, nie jest możliwe.
 
Trzeba obiektywnie stwierdzić, że więcej głosów troszczących się o dobre imię Polski i o naprawę stosunków polsko-żydowskich napłynęło z zagranicy. Prof. N. Finkelstein na łamach "Rzeczpospolitej" napisał, że książka Grossa jest pełna sprzeczności i absurdalnych sformułowań i że jest to przykład chuligaństwa "Przedsiębiorstwa Holocaust". 
W podobnym tonie pisał w "Tygodniku Solidarność" wieloletni korespondent prasy francuskiej w Polsce Bernard Margeueritte. 
Brytyjski historyk Prof. N. Davies krytykując antypolskie wypowiedzi amerykańskiego politologa Abrahama Brumberga napisał między innymi: "Jeśli Brumberg chce dyskutować na temat stosunków polsko-żydowskich to musi być przygotowany na to by dyskutować zarówno o Żydach jak i Polakach".
Sprawiedliwy Żyd Abraham Wageman z Tel-Awiwu napisał w liście opublikowanym w "Rzeczpospolitej": "Kto ma kogo przepraszać? Kto był winny temu wszystkiemu? (...). To Niemcy wymyślili holocaust. (...) To jest propaganda, sianie nienawiści między dwoma narodami . Jeżeli ktoś dzisiaj mówi komuś , to ja się pytam - za co? Jestem poruszony tym, co pan prezydent Polski w tej chwili wymyśla. Ani Żydzi w Izraelu ani Polacy nie chcą tego". 
Te wszystkie wypowiedzi stanowiły jednak jedynie kroplę w morzu wobec legionu oszczerców.

Czy mogło być inaczej?

Czy rzeczywiście musiało dojść do tak głębokiego pęknięcia między Żydami i Polakami spowodowanego w pierwszym rzędzie żydowskim rasizmem? Innymi słowy czy mogło być inaczej?. 
Teoretycznie rzecz biorąc zawsze może być inaczej. W pewnym sensie w dalszej i nie tak dalekiej przeszłości już było. Wprawdzie dotyczyło to raczej jednostek niż szerokich mas żydowskich zamykających się dobrowolnie w kręgu swoich lokalnych społeczności, tym nie mniej można przytoczyć szereg przykładów Żydów-polskich patriotów.
Pułkownik Berek Joselewicz walczący pod komendą księcia Józefa Poniatowskiego zginął pod Kockiem w bitwie Austriakami w roku 1809 za sprawę niepodległości Polski. W czasie manifestacji patriotycznej w Warszawie 1861 r. gdy od kul żołnierzy rosyjskich padli kolejno niosący krzyż mnich-kapucyn i następnie Karol Nowakowski, krzyż ten podjął Żyd Landy. Gdy odradzała się polska państwowość po 123 latach rozbiorowej niewoli i gdy Żydzi z Genewy, żądając utworzenia na wschodnich terenach Rzeczpospolitej autonomicznej Judeopolonii, rzucali kłody pod nogi Polakom dążącym do ponownego zjednoczenia ziem polskich, wówczas godnie odpowiedział im Żyd - polski patriota Szymon Askenazy słowami: "wara wam od mojej ojczyzny". 
Piękne przykłady rzeczywistego a nie deklaratywnego polskiego patriotyzmu dawali swoim życiem i twórczością ks. Julian Unszlicht, Leopold Tyrmand i Marian Hemar. Artur Rubinstein w czasie uroczystości inauguracji ONZ w 1945 r. w której Polska nie mogła być jeszcze reprezentowana, upomniał się w krótkim wystąpieniu o miejsce dla swojej ojczyzny wśród narodów świata i zagrał Mazurka Dąbrowskiego. Twórczość literacka Hemara, Leśmiana, Tuwima i innych, czy malarska Maurycego Gottlieba, działalność teatralna Arnolda Szyfmana weszły na trwałe do skarbnicy kultury narodowej. 
Później jednak wpływy syjonizmu z jednej strony a marksizmu-leninizmu z drugiej sprawiły, że duże odłamy Żydów otwarcie zwróciły się przeciw swojej przybranej ojczyźnie - Polsce, która przez tyle lat udzielała im schronienia i umożliwiała przynajmniej znośną egzystencję. W ostatnich dziesięcioleciach złowrogą rolę poprzednich ideologii zaczęła zajmować religia holocaustu.
Jest rzeczą godną ubolewania, że naród żydowski tak bardzo doświadczony przez los jaki mu zgotował kilkadziesiąt lat temu rasizm niemiecki, sam teraz kieruje się rasizmem w celu fizycznego zniszczenia i pozbawienia ziemi innych narodów (Palestyńczycy), czy też ograbienia ich i zniesławienia (Polacy).

Czy można przewidzieć przyszłość

Chociaż wielu chciałoby to może uczynić, przyszłości normalny człowiek nie jest w stanie do końca przewidzieć. Można się jednak starać nakreślić przynajmniej niektóre krańcowe scenariusze. 
Wariant optymistyczny to taki, że Naród Polski wreszcie się obudzi z letargu, odzyska swoją godność i nie pozwoli więcej nikomu sobą pomiatać. Wtedy zarówno polityka wewnętrzna jak i zagraniczna podporządkowane zostaną polskim interesom narodowym. Polska dyplomacja będzie niezłomnie bronić naszej racji stanu i dobrego imienia Polski, propagować jej osiągnięcia i harmonijnie współpracować z Polonią dla dobra Ojczyzny. 
W podobnym duchu działać będą publiczne środki masowego przekazu, w których, tak jak i w dyplomacji, nastąpi szeroka wymiana kadr. Sieroty po PRL i ludzie, których rodziny w okresie ubiegłych 60-u lat zmieniały nazwiska nawet kilkakrotnie dla zmylenia opinii publicznej, zostaną zastąpieni przez Polaków, którzy pracę na odpowiedzialnym stanowisku będą traktować jako służbę Narodowi i Państwu Polskiemu a nie jako odskocznię do osobistej kariery, sponsorowanej nierzadko przez ośrodki zagraniczne. 
W I Rzeczpospolitej istniała kara banicji. Należało by może przywrócić tę karę w polskim prawie by móc usuwać z kraju osobników, którzy Narodowi i Państwu Polskiemu chcą szkodzić w imię lojalności nie naszym a obcym interesom politycznym. 
Ten optymistyczny wariant wydarzeń ma w chwili obecnej, niestety, nikłe szanse realizacji. 
W wariancie głęboko pesymistycznym, po całkowitym opanowaniu steru rządów i środków masowego przekazu przez ludzi z SLD, UP i UW, nastąpi daleko idąca erozja ducha narodu i zagrożenie bytu państwowego. W szybkim tempie postępować będzie upadek moralności i dechrystianizacja narodu, którego część przekształci się w motłoch a dalsza część w gawiedź, czerpiącą wiedzę o Polsce i świecie z telewizji, "Trybuny", "Nie" i "Gazety Wyborczej". 
Polacy zostaną w dużej mierze wyzuci z własności, szerzyć się będzie przestępczość, której nie będzie w stanie opanować przeżarty korupcją i nepotyzmem aparat państwowy. Zaś podręczniki do nauki historii Polski, zatwierdzane do druku przez Żydowski Instytut Historyczny w porozumieniu z naczelnym rabinem głosić będą, że Polacy nieustannie uciskali sąsiadów i mniejszości narodowe, a Żydów w szczególności. (patrz też artykuły w dziale Edukacja Narodowa, a religia holokaustu - wtr. WK.) 
To zwycięstwo sił antynarodowych i antykatolickich może się jednak okazać zwycięstwem pyrrusowym. Bo kiedy dechrystianizacja Polski przekroczy już 50% a w publicznym radiu i telewizji w imieniu pozostałych jeszcze katolików będą się mogli wypowiadać wyłącznie współcześni marrani typu o. Musiała czy ks. Czajkowskiego, wtedy być może kilku młodych historyków wygrzebie w zakurzonych archiwach stare dokumenty i odkryje na nowo prawdziwą historię Polski. A ponieważ w ciągu minionych lat Polacy-katolicy stali się już mniejszością, więc zgodnie z zasadą tolerancji rewelacje te będą miały szanse na opublikowanie. Lecz wtedy iskra gniewu za lata duchowego zniewolenia może ogarnąć szerokie rzesze ludzi, którzy zapragną odwetu na tych, którzy zgotowali im taki los. W sytuacji, gdy dla większości społeczeństwa prawa Dekalogu nie będą już obowiązującą normą, lub nie będą nawet powszechnie znane, los rządzących krajem i zarządzających "frontem ideologicznym" może stać się nie do pozazdroszczenia, tak jak to się często dzieje w czasie rewolucji. Historia lubi bowiem płatać figle niekiedy zupełnie nieoczekiwane. 

Zakończenie

"Sprawa Jedwabnego" paradoksalnie przyniosła kilka pozytywnych wydarzeń. Po pierwsze, wielu Polaków wyzbyło się zahamowań w otwartym mówieniu o sprawach polsko-żydowskich. Zahamowania te wynikały po części z zadawnionych obaw przed oskarżeniami o antysemityzm, co w PRL mogło zaowocować represjami różnego kalibru do pozbawienia życia włącznie. Wystarczy tu przypomnieć rytualny mord na dziecku - synu Bolesława Piaseckiego, którego sprawcy dzięki opiece swych wysoko postawionych mocodawców bezpiecznie zbiegli do Izraela i nigdy nie ponieśli odpowiedzialności za tę ohydną zbrodnię. Zahamowania te wynikały również z jaskrawej dysproporcji informacji jakie przeciętny Polak posiadał na temat cierpień Żydów w czasie niemieckiej okupacji, co rodziło współczucie rozciągane automatycznie na tych, którzy na to współczucie nie zasługiwali, a stopniem wiedzy a raczej niewiedzy co do rozmiarów antypolskiej propagandy rozpętanej przez Żydów w ciągu ubiegłych kilkudziesięciu lat w prasie, filmie i telewizji amerykańskiej, izraelskiej, australijskiej, kanadyjskiej i zachodnioeuropejskiej. 
Wielu Polaków zdało sobie wreszcie sprawę, że każdy kto będzie dawał świadectwo prawdzie o stosunkach polsko-żydowskich i roli Żydów w historii Polski zostanie okrzyknięty "antysemitą". Żydowscy rasiści usiłują w ten sposób "odwrócić kota ogonem" i ukryć swój rasizm oskarżając o podobne grzechy swoich przeciwników. Odtąd coraz mniej ludzi w Polsce będzie się godziło na uleganie szantażowi i zamykanie sobie ust w ten sposób. 
Sprawa Jedwabnego pozwoliła na przypomnienie ogromu żydowskich zbrodni wobec Polski i Polaków na wschodnich kresach Rzeczpospolitej, które znalazły się pod okupacją sowiecką po roku 1939. Przypomniano także jakże brzemienne w skutkach zbrodnie Żydów - komunistów, którzy obsadzili kluczowe stanowiska w PRL po 1944 r., zarówno w dziele fizycznej eksterminacji najlepszych synów Narodu Polskiego jak i w dziele mordowania polskiej kultury i nauki, fałszowania historii, prześladowania Kościoła i wypaczania umysłów kilku pokoleń Polaków, czego skutki są tak namacalnie odczuwalne teraz i będą widoczne jeszcze przez wiele lat. Wobec zmowy milczenia stosowanej w tych sprawach w publicznej telewizji, radiu i wysokonakładowej prasie, przypomnienie znanych dawniej i ujawnienie nowych faktów szerszemu audytorium ma duże znaczenie edukacyjne. Jest to tym ważniejsze, że jesteśmy obecnie świadkami nasilonej kampanii usiłującej "pisać na nowo historię Polski" pod dyktando żydowskich rasistów, z których starsza generacja to dawni gorliwi wyznawcy marksizmu-leninizmu, przefarbowani obecnie na liberałów lub socjaldemokratów, a młodsi to ich progenitura lub kondotierzy pióra gotowi służyć każdemu kto dobrze zapłaci.
 
Ważne jest, że dyskusja wokół Jedwabnego pokazała także, niebagatelną liczbę polityków, dziennikarzy, naukowców itp. jawnie Polsce niechętnych lub wrogich. Gdyby dziś kraj nasz stanął w obliczu agresji z zewnątrz, znalazłoby się zapewne wielu kandydatów na Quislinga. Należy zapamiętać nazwiska tych, którzy tak ochoczo wtórowali grossowskim kłamstwom i usiłowali bić się w nie swoje piersi. Gdy zmieni się koniunktura, wielu z nich na pewno będzie starać się przemilczeć lub zbagatelizować swoje dzisiejsze deklaracje.
Zbliżają się wybory parlamentarne. Warto więc, by Polacy przypomnieli sobie oparte na kłamstwach Grossa wypowiedzi pp. Kwaśniewskiego, Weissa i Bakera w czasie uroczystości w Jedwabnem 10 lipca br., jarmułki na głowach Kwaśniewskiego, Bartoszewskiego, Siwca i Geremka oraz tłumny udział w tym konwentyklu polityków UW, SLD i UP. (podkr. moje - WK) To głosy wyborców zdecydują, czy Polska zmierzać będzie w kierunku stania się Judeopolonią, terenem niemieckiej i żydowskiej kolonizacji, rezerwuarem taniej siły roboczej i poligonem gromadzenia rozmaitych śmieci i odpadów z bogatych krajów Unii Europejskiej, czy też zacznie odzyskiwać charakter godny miana państwa suwerennego, państwa świadomych obywateli dumnych ze swej historii, państwa przyjaznego innym narodom ale zarazem surowego wobec zdrajców - prawdziwej III Rzeczpospolitej.
Oby tym razem Polacy okazali się mądrzy przed szkodą, a nie dopiero po szkodzie.

Prof. dr hab. Rajmund Dybczyński, Tygodnik GŁOS nr 36-38/2001, 2001-09-07

3 komentarze:

  1. Polska nie zmierza, Polska juz jest Judeopolonia. Kiedys jeden z hersztow Uni Wolnosci kiedy byl na ,,bani,, powiedzial: Polska ma byc krajem wielonarodowym,wielorasowym,wielowyznaniowam.Dominujacym zywiolem maja byc Zydzi i Niemcy,, Te pojednanie niestety nigdy nie jest mozliwe.To utopia Przekonal sie o tym ks.prof.Waldemar Chrostowski on z nimi dialogowal przez kilka lat,jako przedstawiciel i przewodniczycy Rady d/s dialogu katolicko - zydowskiego. Zrezygnowal. Dialog ten wygladal mnie wiecej tak: ty ustap ze wszystkiego,ja sie zastanowie, idziemy dalej ty ustap ze wszystkiego ja sie zastanowie i dialogujemy owocnie dalej

    OdpowiedzUsuń
  2. Sądzę, że Autorkę zainteresuje artykuł, w którym zbieram materiały video i wiele ciekawych tekstów, zawierających relacje świadków i wyciągi z akt procesowych:
    Jedwabne oszczerstwo i haniebne przeprosiny

    Polacy zostali przemocą zagonieni przez Niemców do eskortowania Żydów - i na tym kończy się ich udział w zbrodni. W linkowanym tekście prezentuję wiele ukrywanych przed Polakami materiałów, kluczowych dla zrozumienia kto i w jaki sposób mordu w Jedwabnem dokonał oraz kto i dlaczego sprawcą tego mordu nie mógł być. Polacy nie chcieli mieć z akcją gestapo i Einsatzgruppe SS Shapera nic wspólnego, czego dowiódł proces prowadzony przez niepolski sąd, w trakcie którego oskarżeni odwołali zeznania wymuszone biciem przez niepolskie UB.
    1. Co zapomniano Polakom powiedzieć o procesie łomżyńskim?
    2. Haniebny list prezydenta odczytany w Jedwabnem
    3. Poszukiwany Hermann Schaper
    4. Niemieckie wydanie Sąsiadów
    5. Dowód, czyli 100 łusek
    6. Znikające wyniki badań archeologicznych

    ( http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/04/17/jedwabne-oszczerstwo-i-haniebne-przeprosiny/ )

    Dodatkowo mogę polecić drugi tekst. W drugim z artykułów spróbowałem zbadać, czy metoda mordowania, zastosowana w Jedwabnem była normą postępowania Polaków, czy raczej - oddziałów niemieckich. Wyniki poszukiwań przeszły moje oczekiwania. Dodatkowo natknąłem się na informacje, pozwalające wyjaśnić motywy oszczerców. Oto fragment drugiego z tekstów:

    Prawda o “pogromie” w Jedwabnem. Mordowali Niemcy, a nie – Polacy. Dość kłamstw i oszczerstw!
    (...) Ilu Żydów spalili żywcem Polacy między 1918 a 1939? Ani jednego. Coś się z tym Jedwabnem nie zgadza.
    Może Niemcy mieli takie zwyczaje? Sprawdźmy. Okazuje się że już od września 1939. Popatrzmy (opisane zbrodnie to wierzchołek góry lodowej): Zbrodnia w Szczucinie, Zbrodnia w Uryczu, Synagoga w Będzinie. Po 1939 jeszcze niejednokrotnie staroniemiecką (a nie - staropolską) tradycją palono ludzi żywcem: Zbrodnia w Ciepielowie 1942, "4. VII. 1943, Bór Kunowski - 43 osoby spalono żywcem w stodole za udzielanie pomocy oddziałowi partyzanckiemu, składającego się głównie z Żydów, którzy uciekli z getta.";"VIII. 1944, Sasów - za udzielanie pomocy około 100 Żydom ukrywającym się w pobliskich lasach, Niemcy zamordowali i/lub spalili żywcem wszystkich mieszkańców wsi, pilnując, by nikt nie uciekł z płomieni.", 18 V 1943 roku w Szarajówce Niemcy spalili żywcem 58 osób, zastrzelili 9 i zniszczyli całą wieś., Zbrodnia w Podgajach - SS-mani spalili żywcem jeńców z 3. pułku piechoty 1 Dywizji WP.
    A cóż to za historia nowa? Nie nowa - stara - ta, której Polaków nikt nie chce uczyć. Polacy mają przepraszać za Jedwabne. Mają wierzyć, że zbrodnie SS i Gestapo to polskie zbrodnie. Po co? (...)
    Ciąg dalszy tekstu: http://myslnarodowa.wordpress.com/2012/07/05/pogrom-jedwabne-prawda-zbrodnia-mord-niemiecki-niemcy/

    OdpowiedzUsuń
  3. Brawo, "eskimosi" górą , niezła mistyfikacja ,świadkowie tamtych zdarzeń odeszli wraz z sędziwym wiekiem , któż im się teraz przeciwstawi , czas przepisać historię na NoWO

    OdpowiedzUsuń