sobota, 23 lipca 2016

Żydzi w okresie szwedzkiego „potopu” - zdrajcy, szpiedzy i wierni poddani

Zamek Królewski w Łęczycy (fot. wikipedia)
4 października 1656 roku, Żydzi, ramię w ramię ze szwedzkim okupantem, bronili Łęczycy przed wojskiem koronnym. Ten akt nielojalności spotkał się ze srogim odwetem Polaków.

W artykule „Kolaboracja Żydów ze Szwedami w Krakowie” opisałem zdradę Żydów krakowskich, którzy w latach szwedzkiego „potopu” współpracowali z najeźdźcą. W innych miastach Rzeczypospolitej sytuacja wyglądała różnorodnie. W niektórych, podobnie jak w Krakowie, licząc na zyski, Żydzi byli inicjatorami, bądź pomocnikami grabieży swych chrześcijańskich sąsiadów i ich kościołów. Czasem wiernie stawali po stronie króla polskiego i ramię w ramię z chrześcijanami, bronili się przed szwedzkim zagrożeniem. Niestety były również przypadki, gdy Żydzi z bronią w ręku stawali przy boku Szwedów przeciw żołnierzom polskim.

Sandomierz i Przemyśl

Kolaboracja Żydów z najeźdźcą nie ograniczała się tylko do Krakowa. Podobnie działo się w innych miastach, które zdobyli Szwedzi. Na przykład w Sandomierzu. Ale gdy losy wojny odwróciły się, wkrótce i tam dotarło zwycięskie wojsko polskie. Pod koniec marca 1656 roku:

„Wojsko zaś koronne pod Pokrzywnicą Wisłę przebywało jak najprędzej mogło, zwłascza przodem pod komendą Witowskiego, kasztelana sendomirskiego pułk jegoż i z drugimi dwoma, to jest sapieżyńskim nowo przyszłym i Jędrzeja Potockiego, oboźnego koronnego, nocą szkutami przeprawiwszy się, świtem [30 marca] pod Sendomirz przyszli. A mało co warty w bramach zastawszy, na Szwedów po kwaterach w mieście rozłożonych uderzyli i wielką w nich uczyniwszy trwogę, jednych żywcem w gospodach brali, drugich uchodzących do zamku, gdzie duże praesidium [garnizon], dojeżdżali. Uszło ich przecie z miasta do zamku niemało, bo im prętki sukurs zamkowe dało praesidium [garnizon], atoli ich z kilkadziesiąt po gospodach legło. Ostatek z podufałymi swymi kompanami, Żydami sendomirskimi (którzy im we wszystkich okazyjach do rabowania dworów i kościołów nie tylko pomocnikami, ale i motorami byli) do zamku wpędzono. Mieszczanom pokój i bezpieczeństwo dano, żydowskie jednak odbieżałe domy i z tymi, kto tam był w nich został, strachu się od wojska nabrali.”[1]

Warto przy tej okazji zauważyć, że historyk żydowskiego pochodzenia Majer Bałaban, który w swoim dziele stara się wybielać Żydów, błędnie podaje, iż Żydzi sandomierscy z bronią w ręku bronili Rzeczypospolitej, za co spotkała ich czarna niewdzięczność:

„Wojska szwedzkie po kilkudniowej bitwie pod Warszawą ruszyły w górę Wisły ku Sandomierzowi. Tutaj zatrzymała ich garstka wojska polskiego, wśród której miał się znajdować oddział żydowski[2]. Srogo odpokutowali Żydzi sandomierscy swój patrjotyzm[3] [...]”[4]

Otóż ani nie działo się to po bitwie warszawskiej, ani też nie chodziło o Żydów sandomierskich, ani nie było ich 400. Fragment Pufendorfa, do którego odsyła Bałaban, mówi o nieudanej próbie opanowania Przemyśla przez wojsko szwedzkie. Doszło do niej kilka miesięcy przed bitwą warszawską, bo w dniach 8 – 13 marca 1656 roku[5]. Załogę miasta stanowiło 400 polskich żołnierzy i kilka kompanii sformowanych z Żydów.

Najistotniejsze w tym wszystkim jest to, że nie o sandomierskich, lecz o przemyskich Żydów tu chodzi. Więc oskarżanie Polaków o karanie Żydów sandomierskich za patriotyzm jest całkowicie chybione.


Donosiciele i szpiedzy

Mimo iż w swojej masie przemyscy Żydzi stanęli ramię w ramię z Polakami do obrony swoich domów, to jednak znalazł się wśród nich zdrajca, który wskazał Szwedom dogodny dostęp do miasta. Obrońcy mieli jednak sporo szczęścia, bo nie dość gruby lód załamał się pod atakującymi:

„Die octava Martii [8 marca] podstąpili Szwedzi pod Przemyśl, tam rzuciwszy szturm, nazajutrz 9. martii o trzeciej w noc (sic ferebatur) nawiódł Żyd od Zasania Szwedów, lecz za obroną Patrony wielkiej miasta tego, Panny Przenajświętszej na Sanie załamali się i potonęli, była zdobycz nie mała.”[6]

Niestety żydowskie donosicielstwo, a nawet szpiegostwo na rzecz Szwedów nie były incydentalne. Skala tego zjawiska była tak duża, że zmusiła króla Jana Kazimierza do reakcji. Przy czym starał się on, by jego działania nie uderzały we wszystkich Żydów, lecz tylko w tych, którzy na to zasłużyli. Dowodzi tego uniwersał, który ogłoszono w Łańcucie 26 stycznia 1656 roku. W nim to monarcha informuje i nakazuje:

„Aczkolwiek wydany jest z kancelaryi naszej uniwersał, aby Żydzi pod ten czas z rezydencyi i miejsc swych nie wyjeżdżali, a to dla uchronienia się od szpiegów i żeby do nieprzyjaciela nie były wiadomości donoszone, aby jednak pod tym pretekstem i niewinnych Żydów, którzy dla prywatnych swoich potrzeb od miejsca do miejsca przejeżdżać się muszą, nie trudniono i nie prześladowano, deklarujemy tym to uniwersałem naszym, iż który Żyd za attestacyą [potwierdzeniem] urzędu miejskiego bądź też i grodzkiego, albo jeżeliby we wsi był, za attestacyą szlachcica bądź urzędnika tego miejsca, tak jadąc jak i wracając się, ma być wolno przepuszczony, ani na zdrowiu ni substancyi [majątku] nie ciążony [...]”[7]

Łęczyca

Bywało, że Żydzi z orężem w dłoni, u boku Szwedów występowali przeciw Polakom. Na dobre im to nie wychodziło. 4 października 1656 roku pod Łęczycą stanęła armia, którą dowodził sam król Jan Kazimierz Waza. Chcąc zdobyć to miast:

„[...] nie bawiąc [zwlekając] ochotnikowi i piechotom [polskim] do szturmu pójść kazano, którzy najpierwej w klasztor panieński murom przyległy, (w którym Żydzi, mniszki wypędziwszy zawarli byli i do miasta przystępu bronili) wpadłszy, tak Żydów jako i kogokolwiek z orężem zastali wycięli, a potym miasto opanowali i one spalili, piechotę szwedzką z komunikiem [kawalerią] i komendantem do zamku zapędziwszy [...]”[8]

Inna relacja zawiera bardziej drastyczne szczegóły tego wydarzenia:

„Wielki pożar przeszkadzał przez pewien czas naszym, którzy przepełnieni wielką wściekłością na wrogów, rzucali się w płomienie i wycinali w pień wszystko, co napotkali. Szczególnie Żydom nie dawali pardonu, ponieważ ci dotrzymywali placu wrogom [efektywnie wspomagali Szwedów] podczas obrony [Łęczycy]. Zabijano pośród zamętu ich kobiety i dzieci, a ponadto w ogniu spłonęła wielka ich liczba. Pewien szlachcic z królewskiego dworu, nazwiskiem Woulf, polecił zebrać wszystkie żydowskie dzieci, spośród których większość była na pół spalona, i z pobożna myślą, że przyczyni się do ich zbawienia, kazał je ochrzcić.”[9]

Zdaniem Jakuba Łosia, który tam wówczas był:

„Żydów wyścinano na osiem tysięcy.”[10]

Mimo iż do Łęczycy ściągnęło wówczas wielu okolicznych Żydów, co z pewnością powiększyło ich dotychczasową liczbę w mieście, to i tak wielkość ta wydaje się być mocno przesadzona. Jak by nie było, ilość zabitych musiała robić wrażenie.

dr Radosław Sikora


Przypisy:

1 Mikołaj Jemiołowski, Pamiętnik dzieje Polski zawierający (1648 – 1679). Opr. Jan Dzięgielewski. Warszawa 2000. s. 183 – 184.

2 „Puffendorf: De rebus a Carolo Gustavo gestis. Norymberga, 1696, str. 138. Według jego relacji miało być 400 żydowskich żołnierzy, broniących przejścia przez Wisłę pod Sandomierzem.” (przyp. Majer Bałaban)

3 „Kandel Dawid: Rzeź Żydów sandomierskich w r. 1655. KHŻP, II, str. 111 – 117.” (przyp. Majer Bałaban)

4 Majer Bałaban, Historja Żydów w Krakowie i na Kazimierzu 1304 – 1868. t. II. 1656 – 1868. Kraków 1936. s. 5 – 6.

5 Andrzej Borcz, Działania wojenne na terenie ziemi przemyskiej i sanockiej w latach „potopu” 1655 – 1657. Przemyśl 1999. s. 58 – 63.

6 Mojżesz Schorr, Żydzi w Przemyślu do końca XVIII. wieku. Lwów 1903. s. 32. Dalsze informacje o tym wydarzeniu: Borcz, Działania, s. 60.

7 Schorr, Żydzi, s. 161.

8 Jemiołowski, Pamiętnik, s. 221 – 222.

9 Dzieje Żydów w Polsce XI – XVIII wiek. Wybór tekstów źródłowych. Opr. Paweł Fijałkowski. Warszawa 1993. s. 94.

10 Jakub Łoś, Pamiętnik towarzysza chorągwi pancernej. Opr. Romuald Śreniawa-Szypiowski. Warszawa 2000. s. 72.


Żródło: kresy.pl


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz