niedziela, 21 października 2012

Kampania wyborcza wstrzymuje agresję

Za:  http://polonuska.wordpress.com/

Izrael już dawno uderzyłby na Iran, gdyby nie wstrzemięźliwa postawa Stanów Zjednoczonych, których ubiegający się o reelekcję prezydent Barack Obama chwilowo wstrzymuje się z decyzją o daniu Izraelowi zielonego światła na przeprowadzenie operacji. Wywołuje to oburzenie izrelskiego premiera Benjamina Netanyahu. Oświadczył on w jednym z wywiadów, iż „to nie on zostanie utopiony w amerykańskich wyborach”. Próbował też wraz z partią Likud wpływać na rozkład sił i przebieg kampanii w USA, jednakże bezskutecznie, gdyż faworyzowany przez niego stary przyjaciel Mitt Romney nadal cieszy się mniejszym poparciem żydowskiej ludności Ameryki niż Obama (70 do 25) – tak przynajmniej wynika z badań, jakie przeprowadził Instytut Gallupa. Przez ostatnie trzy lata powtarzano w prasie zapierające dech historie, że Obama traci poparcie Żydów, głównie przez napięcia, jakie istnieją między nim a premierem Netanyahu – nic z tych rzeczy. Obama, owszem, tracił poparcie Żydów jednakże tylko w chwilach, kiedy tracił poparcie całego swojego elektoratu, którego część stanowiła ludność żydowska. Należy przy tym zauważyć, że zamieszkujący Stany Zjednoczone Żydzi nie postrzegają kwestii relacji Izraela i USA jako kluczowej, stąd wpływanie przy pomocy tej sprawy na kampanię wyborczą musi być z góry skazane na niepowodzenie.
Eksperci przewidują, że Tel Awiw będzie chciał uderzyć na Iran przed 6 listopada, obawiając się, że w przypadku reelekcji Obamy, prezydent USA będzie się czuł mniej zobowiązany do zaangażowania wojsk amerykańskich po stronie Izraela. Może też próbować wymusić na Izraelu ustępstwa w kwestiach Palestyny, co jednak wydaje się mało prawdopodobne, podobnie zresztą jak i wspomniany termin agresji.
Obama zwleka z wydaniem zgody na udzielenie wsparcia Izraelowi, gdyż zatrudnieni przez niego doradcy nie do końca są w stanie przewidzieć konsekwencji takiego kroku, co wydaje się szczególnie ważne w kontekście kampanii wyborczej – z przeprowadzonej symulacji komputerowej wynika, że USA, włączając się do wojny po stronie Izraela, poniosłyby znaczne straty w ludziach, co z pewnością nie przysporzyłoby Obamie zwolenników. Zaryzykowałabym zatem stwierdzenie, że w momencie reelekcji Obamy, kiedy już będzie sprawował swój urząd drugą kadencję, nie będzie widział absolutnie żadnych przeciwwskazań do agresji na Iran, przy czym prace tego kraju nad programem nuklearnym będą stanowiły jedynie pretekst do ataku. Stanie się tak, gdyż w Stanach Zjednoczonych istnieje zbyt silne lobby, które chce zarobić. Powtórzy się zatem sytuacja z czasów wojny w Iraku, który to kraj zniszczono i odbudowano, zarabiając na tym gigantyczne pieniądze – w „Naszej Polsce” pisaliśmy o tym wielokrotnie. Poza tym pozostaje jeszcze kwestia sparaliżowania irańskiej pomocy dla Hamasu czy Hezbollahu, co też nie jest bez znaczenia.
Tymczasem Stany Zjednoczone nieoficjalnie już są w stanie wojny z Iranem, o czym świadczą przeprowadzane ataki cybernetyczne oraz dokonywane przez siły specjalne zamachy na irańskich naukowców.

Anna Wiejak
Artykuł ukazał się w najnowszym numerze tygodnika “Nasza Polska” Nr 39 (882) z 25 września 2012 r.
http://naszapolska.pl/index.php/component/content/article/52-na-gorco/3339-kampania-wyborcza-wstrzymuje-agresj

Brak komentarzy:

Publikowanie komentarza